Od soboty już mieszkam w stolicy. Od 17.00 w niedziele mieszkam sama. Pokój jest w miarę urządzony, w stylu IKEA, przyjaznym wszystkim studentom. Zostało mi jeszcze sporo rzeczy do wypakowania, kuchnia do umycia, zresztą łazienka i podłogi też. Wizyty w sklepach, hipermarketach, podróż z Ryśkiem, który zachowywał sie bardzo dzielnie, chociaż dalej jest trochę nieswój. Ale nie jestem sama, razem z nim zabrałam jakąś część domu.
Jutro warsztaty integracyjne, zobaczymy. Jak na razie opracowałam trasę dojazdu, wymaga kupienia biletu tygodniowego :). Wyjdzie taniej, dopóki nie kupię biletu miesięcznego. Mogę go zakodować na karcie miejskiej lub legitymacji, którą odbiorę w piątek. Więc odpowiedź nasuwa sie sama. Co do warsztatów, to pomimo podanego programu, mam nikłe pojęcie co się tam będzie działo, termin - "zajęcia w grupach" nie wyjaśnia zbyt dużo. Może nie będzie źle, i może ludzie z mojej grupy będą normalni :). Trzymajcie kciuki. Wrażenia opiszę jutro.
21 września 2008
Warszawa
12 września 2008
Wczoraj
Nie zdążyłam wczoraj, więc piszę dzisiaj.
Cały czas emocjonuję się jazdami. Nie mogę uwierzyć, że bałam się zapisać na kurs, i tego, że sobie nie poradzę. Mogę chyba nawet powiedzieć, że jeżdżenie mnie odstresowuje, a na pewno wymaga skupienia i wyłączenia myślenia, a to bardzo pomaga. Ćwiczyłam rękaw. Początkowo zabiłam kilka słupków, ale pod koniec nawet kilka razy wyszedł mi cały. Jak już zabijam, to tylko jeżdżąc do tyłu.
Cieszą małe rzeczy, to że zatrzymałam się na linii zatrzymania, że nie staczam się do tyłu, że wpuszczony autobus podziękował awaryjnymi, że mała dziewczynka machała do wszystkich wysiadających pasażerów.
W ramach przygotowań do przeprowadzki, wcielam się w rolę gospodyni domowej, z oporami na razie, ale jakoś idzie. Wczoraj na reszcie skończyłam prasowanie, ale niestety następne pranie schnie. Syzyf nie powinien wtaczać kamienia, ale raczej śmigać z żelazkiem. Takie jest moje zdanie. Mama się śmieje, że do Warszawy dostanę niegniotącą się pościel, żebym nie musiała prasować. Ale akurat duże płaszczyzny miło się wygładza. Zrobiłam również obiad, a konkretniej zupę, cebulową. Przepis z kuchni polskiej, więc właściwie nie mógł nie wyjść. Jednak okazało się, że ja "poprawić" mogę wszystko. Do zupy wlałam wino słodkie, bo butelka bardziej mi się podobała. Ale rodzince smakowało. O zaistniałym fakcie zostali poinformowani po fakcie, jednak nikt sie nie skarżył, a nawet im smakowało :)
Etykiety: codzienność, eLka
10 września 2008
spotkanie klasowe
Spotkałam się dzisiaj z ludźmi z klasy z podstawówki, z tych najwcześniejszych lat. Niektórzy nie bardzo się zmienili, innych z trudem rozpoznałabym na ulicy. Rozmowy o przeszłości, kto z kim siedział, różne "akcje" i inne takie wspominki, często tylko migawki, bo to przecież tyle lat minęło. Rozmowy o przyszłości, kto na jakie studia się wybiera. To mnie cieszy, że praktycznie wszyscy coś studiować będą. Ja medycynę, inni budownictwo, stosunki międzynarodowe, pedagogikę, również kierunki artystyczne - fortepian i grafika na ASP (ale to w planach). Rozmowy o teraźniejszości, tych, którzy nie przyszli, zdjęcia. Dużo wrażeń i dużo wspomnień. Fakt, który mnie cieszy najbardziej, to to, że miałam o czym z nimi rozmawiać, czyli kiedy wrócę tutaj i spotkam moich przyjaciół, to nie będzie nerwowego patrzenia na zegarek i rozmów o pogodzie. To cieszy, bardzo.
eLka
Tak więc robię prawo jazdy, a właściwie to próbuje dokończyć kurs przed wyjazdem. Jeszcze trochę godzin do wyjeżdżenia zostało. Wczoraj byłam za miastem, w ramach praktyki. Pięknie, jak ja kocham takie trasy. Od razu człowiek się odpręża, i nawet pamięta o oddychaniu. Tylko podobno wolno jeżdżę, bo instruktorka cały czas kazała mi gazu dodawać :).
W ramach popisów kulinarnych, z cyklu zobacz co masz w lodówce, na obiad zostały zrobione naleśniki z grzybami. Wyszły pyszne, aż się sobie dziwię pomysłu. Aga mi dzielnie pomagała i de facto jej dziełem były naleśniki, a moim farsz.
Mykam na kolejne dwie godzinki jazdy.
8 września 2008
dużo wrażeń
Na weekend dostałam zaproszenie do Gniewu. Był to naprawdę bardzo miły weekend, odpoczęłam, chociaż wcale nie leniuchowałam, jak to mam w zwyczaju. Byliśmy na odpuście w Piasecznie, i na grzybach. Co prawda moje zbiory były przynajmniej o połowę mniejsze niż doświadczonych grzybiarzy, ale i tak cieszyłam się z każdego znalezionego grzybka. Nie było ich aż tak mało jak sądziłam, może nałożone okulary pomogły?
Dzisiaj również pracowity dzionek, pod hasłem przetworów. Kolejna porcja soku z jabłek gotowa. Pozałatwiałam kilka ważnych rzeczy przed wyjazdem. Wniosek stwierdzony wczoraj: drucikowanie pomaga na niemyślenie, bo trzeba się skupić tylko na wyginaniu drutu do pożądanego kształtu.
Wniosek drugi: router i dostawca internetu jest kobietą, bo zbyt często strzela focha lub nie działa. Dedukcja jest prosta - ten post "zamieściłam" wczoraj.
3 września 2008
mieszkanie
Szukanie współlokatorek okazuje si.e być czymś dużo prostszym niż znalezienie mieszkania/pokoju. W ciągu pierwszego kwadransa od umieszczenia ogłoszenia dostałam 7 odpowiedzi, a ilość dalej rośnie :).
Okazało się również, że forum WUMu nie jest forum właściwym, o czym w sumie mogła świadczyć liczba postów. Po zarejestrowaniu się na właściwe, liczę na dużo większy odzew w sprawie mieszkania.
Poza tym nie rozumiem komputerów, ani trochę. Dopóki działają, wszystko jest dobrze, a nich się coś zepsuje. Instalowałam program antywirusowy, legalny, nie pirat, żeby nie było, Internet był, jakby go nie było. Nie wiem, pół dnia walczyłam, ze skutkiem raczej miernym. Bo nie mam pojęcia co się stanie po ponownym uruchomieniu systemu.
1 września 2008
Wróciłam
Wróciłam z wywczasu, dzisiaj o 5 rano. Było pięknie, ciepło i prawie nie padało. Za dużo nie zwiedzaliśmy, tylko sąsiednie miasteczko. Tydzień leżenia do góry brzuchem i nicnierobienia rewelacyjnie ładuje akumulatory. Szczególnie przed początkiem roku szkolnego, i nowych wyzwań.
W ramach wyzwań zakupiłam piękny materiał na spódnicę z koła, będzie boska.
Jako, że mam naturę podróżniczą, jeszcze dzisiaj wybieram się na lotnisko, ale to już w celach wybitnie towarzyskich.
Broszka jest skończona i umocowana na agrafce. Nie jest to może najszczęśliwsze wykończenie, ale na inne jakoś nie mam pomysłu, ani materiału. Wrzucę zdjęcia, jak zrobię, co by się pochwalić.
Wyginanie drutu bardzo pomaga na dołki, zajęcie czymś umysłu odwraca uwagę od grozy życia. Bo trudno jest przejść obojętnie nad dziecięcą chorobą i bezsilnością lekarzy. Bo "dlaczego?" nie jest w tym wypadku pytaniem. To za mocne i ciężkie słowo.
Po południu obiad u dziadków. Ucieszyli się bardzo, z opowieści o wywczasie, prezentów. Ode mnie i od Agnieszki dostali również książkę o obsłudze komputera, napisaną specjalnie dla seniorów. Odpowiednim, mało fachowym językiem, bez natłoku technicznych określeń. Dziadek już nieźle sobie radzi, babcia dopiero "raczkuje" w tym temacie. Mam nadzieję, ze książka okaże się dla nich pomocna.
Etykiety: codzienność, drut, wyjazdy