13 października 2008

szpilki

Dzień ogólnie dzisiaj taki sobie. Najpierw zajęcia z pierwszej pomocy. Wydaje mi się, że zajęcia będę lubić. Wykładane w ciekawy sposób, sympatyczny wykładowca i przezrocza z Nettera, którego lubię bardzo. Ma ciekawy sposób siedzenia i majtania nóżkami, a nosi takie szpitalne białe chodaczki. Wygląda trochę jak Dorotka z krainy Oz. Widać też, że zależy mu na pracy ze studentami, nie robi tego za karę.

Co do tematowych szpilek, to najchętniej pominęłabym to milczeniem. W każdym razie, 4/40 punktów nie jest wynikiem imponującym, lecz najniższym w grupie. Nie tylko ja się mogę takim poszczycić, na szczęście. Mam nadzieję, że to tylko taki pierwszy i ostatni wynik. No nic.

W każdym razie biorę się ostro do roboty, tym razem z atlasem obrazkowym. A Rysiek, królik, zostanie zapewne wybitnym anatomem.

weekend z anatomią, cz.2

Dzisiejsza notka również nie będzie porażająco długa, czy obfita w treść. Nie sądzę, żeby kogoś, poza studentami medycyny, obchodził skład stawów i ilość więzadeł w każdym z nich.

Jako że niedziela dzisiaj, byliśmy z Piotrem na spacerze. Pola Mokotowskie i próba dojścia do Łazienek. Prawie udana. W parkach pięknie, dużo zieleni, drzewa mają teraz piękne kolory. Pogoda również dopisała, jest łagodniejsza niż nad morzem. Dalej mam problem z dobraniem ubrania, i zazwyczaj mam na sobie za dużo. Ale się przestawię, kiedyś na pewno.

Trzymajcie kciuki, bo jutro mam pierwsze w życiu szpilki. Jestem ciekawa jak mi pójdzie, bo niby wiem jak to wygląda, ale samemu zawsze się to inaczej przeżywa.

Załączam życzenia na nadchodzący tydzień.

PS. dla Agnieszki: wiesz, że staw kolanowy jest największym stawem w całym organizmie ludzkim? Jednocześnie jest najbardziej wrażliwym. I ma aż 11 więzadeł :). Buziak wielki dla Ciebie siostra. :*

11 października 2008

weekend z anatomią, część 1

Jak przystało na studentkę medycyny o zbliżającym się terminie szpilko-kartkówki, ryję anatomię aż miło. Dzisiaj można mnie było znaleźć w pokoju nad atlasem Bochenka t.1, nad kośćmi ręki. Poza owym faktem nic ciekawego się nie działo, przytoczę natomiast kilka ciekawostek wyniesionych z tegoż tomiska:

Mianowicie, czego to się uczę, a wierszyków na przykład:

Łódka płynie, księżyc świeci, trójgraniasty, groszek leci
Na trapezie, trapeziku, główka wisi na haczyku.

I w ten oto sposób wymieniliśmy wszystkie stałe kości nadgarstka, oczywiście w rzędach i kolejności.

Dawni anatomowie musieli mieć dość ciekawe skojarzenia, co można odszukać w niektórych nazwach, np. wyrostek suteczkowaty - na wyrostku stawowym górnym kręgu lędźwiowego. W bajce o anatomii występują również kruki - wyrostek kruczy, więzadła kruczo-barkowe, kruczo-ramienne i kruczo-obojczykowe oraz wyrostek dziobiasty - również swoją nazwę zawdzięcza krukowi, podobno przypomina jego dziób.
Znajdujemy również powierzchnie uchowate, ale nie na czaszce, lecz w miednicy.
Panewka biodrowa zawdzięcza swoją łacińską nazwę misce z octem, podobnie jak pewien glon
Przy paliczkach, czyli kościach palców, fantazja już zawiodła dawnych anatomów. Po łacinie zwą się phalanges, od greckiego falanks=okrągły kloc

Zapewne znalazłoby się więcej takich cudów, i długo by o nich pisać. Ale może niekoniecznie dzisiaj.

Wszystkim czytającym życzę dobrej nocy i miło spędzonej niedzieli.

10 października 2008

Przyczyna niebycia

Przepraszam Was wszystkich za zniknięcie na cały tydzień. Nie zapomniałam o Was, roboty co prawda przybyło, ale ona też nie jest powodem. Mój komputer zastrajkował, bo pomimo posiadania dostępu do internetu, rozmów na GG i skypie, przeglądarki odmówiły współpracy. Wydawało mi się, ze wszystkie zapory i inne tego typu cuda są wyłączone/usunięte. Po przekopaniu komputera, bynajmniej nie przeze mnie tylko przez Piotra, okazało się, że i owszem, usunęłam kiedyś Nortona Antivira, czy jakoś tak, ale ów wredny programik zostawił włączoną zaporę. W każdym razie problem został naprawiony, za co jestem bardzo wdzięczna :*. Dziękuję również osobom, które próbowały pomóc, ale na odległość nie dało rady.

Tydzień na uczelni minął bardzo szybko, dużo zajęć, choć to niby niecałe 23 godziny tygodniowo. Spróbuję opisać pokrótce co się działo, chociaż na pewno nie będzie to pełna i wierna relacja. W poniedziałek zostałam już pełnoprawną studentką mojej alma mater, czyli wręczenie indeksów. Z tej okazji - dzień wolny dla całego roku mojego wydziału. Cała uroczystość przebiegała sprawnie, przemówienia władz uczelni nie były aż tak patetyczne, i dobrej długości.

Już we wtorek wykład z chemii na barbarzyńską godzinę, potem kolejny wykład z anatomii - już teraz wiem, jak opisać staw. Nazwy więzadeł dalej są dla mnie zabójcze i nie bardzo widzę między nimi różnicę, a powinnam. Później może podam jakieś przykłady, bo na razie dalej mam mętlik :).

W środę byłam na większej ilości zajęć niż powinnam. Jako jedyna stawiłam się na wykład z pierwszej pomocy, które zaczynają się dopiero 5. listopada. Chwilę później, zajęcia z chemii. Już wiem, że na każde muszę być przygotowana - co zajęcia są kartkówki i laboratoria. Przez cały semestr zbieramy punkty, mając odpowiednio dużo można nie pisać egzaminu. Mając zbyt mało, można nie zaliczyć przedmiotu i w konsekwencji wylecieć z uczelni. Czyli trochę wyścig szczurów, ale zobaczymy. Prowadząca trafiła nam się sympatyczna, chociaż widać, że wymagająca. Z ciekawostek, jest rodzoną siostrą Katarzyny Pakosińskiej z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Nie jest to bynajmniej plotką, sama nam to powiedziała, żebyśmy łatwiej zapamiętali jej nazwisko. Angielski i rozmowy o najnowszym Noblu z medycyny, za odkrycie wirusów HIV i HPV, oczywiście po angielsku. Mamy nawet pracę domową - wypracowanie.

Czwartek to dzień ćwiczeń z histologii - zajęć na które potrzebne są kredki i gładki zeszyt. Produkcja, czy może lepiej wytwarzanie preparatów jest rzeczywiście dość skomplikowane, ale jak ciekawe. Dane nam było nawet zobaczyć z bliska mikroskop transmisyjny. Wielki, ciężki i dość stary, bo z lat '70. Ale obraz daje piękny. udało mi się zajrzeć w okular, aby pooglądać sobie skórę i włos. Zwiedziliśmy jeszcze Centrum Biostruktury, gdzie mieści się bank taknek - tam nas jednak nie wpuszczono, obowiązują klasy czystości, ubrania ochronne, itd. Po zajęciach spotkałam kolegę z Gdyni, znajomego jeszcze z czasów gimnazjum. Jest na czwartym roku lekarskiego, nie widziałam go prawie równie długo. Miło spotkać znajomych, szczególnie ze swojego miasta.

Dzisiaj również dzień pełen niespodzianek - wykłady z histologii jeszcze się nie zaczęły, a łaciny nie było - tak samo jak kartkówki. Zostało tylko prosektorium. Tu już skończyły się miłe wiadomości, w poniedziałek mam szpilki z kręgosłupa, ręki i nogi. Tej ostatniej tak właściwie to jeszcze nie przerabialiśmy, ale najwyraźniej naszemu asystentowi to nie przeszkadza. Dobrze, ze to tylko kości i więzadła, które wyglądają podobnie na żywo i w atlasie. Tak więc weekend mam już zajęty. Chyba powinnam się zacząć przyzwyczajać.

Pozdrawiam Was serdecznie, i życzę pięknej pogody i odpoczynku w weekend.

3 października 2008

piątkowe zajęcia

Dzisiaj był jak na razie najbardziej pracowity dzień, chociaż i tak jeden wykład się nie odbył, dzięki ci dziuro w dachu. Pierwsze zajęcia z łaciny, z osławionym łacinnikiem, legendą wydziału. Niestety raczej niepozytywną. Mnie osobiście kojarzył się z Lordem Voldemortem, głównie jeżeli chodzi o wygląd, ale charakterem też daleko chyba nie odbiega. W każdym razie jest bardzo konkretny i chyba trochę złośliwy, ale to już może zależeć od odbioru. Zgodnie z sugestiami, zajęłam miejsce z przodu, podobno są prostsze przykłady do tłumaczenia. Już mamy zapowiedzianą kartkówkę, na szczęście te zajęcia mamy tylko raz w tygodniu. Dzisiaj poznaliśmy alfabet, iloczas (którego dalej nie rozumiem) i akcentuację, którą tak właściwie robię na wyczucie. W ramach praktyki, czytaliśmy tekst o mięśniach nogi, na głos, po kolei. Gdy tekst się skończył, czytaliśmy go od początku. Skończyliśmy trzy minuty przed czasem. Nie było tak źle, jak zapowiadali.

Później szybkie przemieszczenie się na Lindleya, czyli do Śródmieścia, i wykład z anatomii. Miejsc, jak się okazało trochę później było dużo mniej niż chętnych, więc część siedziała na schodach, podłodze, i tym podobnych pokątnych miejscach. Nie jestem pewna, czy wszyscy weszli. Może następna sala będzie większa, lub będzie mniej chętnych. wykład z kierownikiem katedry, wyjątkowo o tym, co mieliśmy mieć za chwilę na ćwiczeniach w prosektorium, a więc o kręgosłupie. Nie doszliśmy jednak do końca, więc zbyt dużo nowych rzeczy się nie dowiedziałam. Właściwie to nazwa jednej pary wyrostków, o której Pituchowa (anatomiczny atlas opisowy) nie raczy wspomnieć, za to są wymienione w atlasie obrazkowym, ale tylko jako podpisana po łacinie struktura.

Po wykładzie, z sali wylał się tłum ludzi, korek trwał przez 2 piętra, aż do wyjścia. Dosłownie rzeka ludzi, z czego połowa miała w ciągu 15 minut przemieścić się na ćwiczenia. Jakoś doszliśmy, nawet na czas. Zostaliśmy podzielenie na grupy, trochę inne niż dziekańskie, bo mniejsze. Jednak większość osób w grupie prosektoryjnej znam z mojej dziekańskiej. Nie jest źle. Sama sala wygląda ciekawie, jest kilka stołów, również kamiennych, na tych kładzie się zwłoki. Przy tych zwykłych siedzą studenci i oglądają sobie preparaty suche, czyli kości. Najpierw dowiedzieliśmy się o kilku ważnych sprawach, typu ubiór, BHP, sposób zaliczeń,itd. Ubraliśmy fartuchy. Później asystent i kilka osób z grupy przynieśli zestaw kości. Gdy je wysypywali, oczywiście dość ostrożnie, brzmiało to jak wysypywanie klocków Lego z pudełka. Trochę mówił asystent, trochę pytał się nas. Prawdopodobnie na następnych zajęciach, to my będziemy więcej omawiać. Materiału jest bardzo dużo, bo poza nazwami i umiejscowieniem różnych struktur, trzeba wiedzieć, jak się rozwinęły, z czego są zbudowane, możliwe zmienności, bo każdy człowiek jest wyjątkowy przecież, i różne inne ciekawostki. Na przyszły tydzień muszę przygotować obojczyk, łopatkę, kości i stawy ręki. Wypadałoby też uzupełnić trochę wiadomości o klatce piersiowej i teorię, której bardzo brakuje. Tak więc, był sobie weekend :).

Na pocieszenie, w poniedziałek mam immatrykulację, czyli będę już pełnoprawną studentką, taką z indeksem. W związku z tym, mamy godziny dziekańskie - nie ma prosektorium :).

Pozdrawiam Was serdecznie

2 października 2008

Inauguracja Roku Akademickiego

Inauguracja była, od 11 do 14. Prosili aby przyjść wcześniej, zająć miejsca. Część bardzo zdolnych studentów z najlpeszymi wynikami z matury dostała już indeksy. Brawa i gratulacje dla nich. Inni studenci, bo przecież nie wszyscy mogą być najlepsi, radośnie mieli dzień wolny. Można było przyjśc i popatrzeć, ale chyba nie było zbyt wielu zwolenników tej opcji.

Z racji pięknej pogody byłam na spacerze po Polach Mokotowskich. Park się remontuje, są wylewane ścieżki, zbiornik wodny jest oczyszczany i chyba naprawiany. W każdym razie wody w nim brak, jeździ po nim koparka, czy coś takiego.

Okazało się również, że ciekawość popłaca. Sprawdzając połączenia z przystanku, z którego do tej pory nie korzystałam, okazało się, że: po pierwsze mam bezpośredni autobus do rektoratu. I że jedzie tam około pół godziny. Po drugie, mam prostszy dojazd do metra. Więc teraz dojazd będzie mi zajmować maksymalnie 45 minut, a nie jak wcześniej 1,5 godziny. Człowiek już się tak nie gubi.

W każdym razie w miejscach, w których był przynajmniej raz. Ja gubię się i tak. Integrowaliśmy się dzisiaj z grupą. Miejsce spotkania: Kinoteka przy metrze Centrum, podobno widać od razu jak się z niego wysiada. I owszem, słusznie. Ale metro ma dwa wyjścia, o czym mało ludzi mieszkających w Wawie pamięta. Jakby się uprzeć, to tych wyjść jest nawet więcej. Na szczęście ludzie na ulicy wskazują drogę chętnie, więc trafiłam. Potem poszliśmy do jakiegoś pubu chyba, w każdym razie dało się posiedzieć i porozmawiać. Jest kilka osób, z którymi rozmawia mi się dobrze, więc rok akademicki zapowiada się coraz milej. Głównym tematem rozmów była medycyna i zawirowania planu. Oraz jutrzejsze pierwsze zajęcia z prosektorium. Podstawowe pytanie: Czy już się uczyłaś/-eś? a z czego? Większość już trochę kręgosłupa kojarzy, inni jeszcze cieszą się wakacjami. Zobaczymy, nie jest to komfortowa sytuacja. Dzisiaj pożyczyłam pęsetę anatomiczną, która już była używana, w prosektorium, na preparatach. Głupia rzecz, a chyba nie wezmę jej bez rękawiczek, w każdym razie zależy który koniec. Mam nadzieję, że to tylko takie początki.

Pozdrowienia, i trzymajcie kciuki.

PS. Wczoraj zrobiłam pranie, wyszło, nic nie puściło koloru. Tylko pralka ma fochy, i czasami trzeba ją przestawiać. Ale jest ok.

1 października 2008

angielski

Dzisiaj pierwsze zajęcia z angielskiego. Poznałam własną grupę. Chyba ze 20 osób. Przedstawiali się, ale pamiętam tylko kilka imion, i może kilkanaście twarzy. Dobrze, że jest razem ze mną dziewczyna z integracji, jakoś tak raźniej. Część osób jest z Warszawy lub okolic. Widać to po nich, są bardziej pewni. Z północy nie ma nikogo. Dużo sportowców, osób aktywnych. Jutro, z okazji dnia wolnego idziemy się integrować. Nie bardzo rozumiem, czemu dopiero popołudniu, skoro wolny jest cały dzień, ale widać tak komuś bardziej pasuje.

Anglistka sympatyczna, coś jak skrzyżowanie dobrodusznej babci z anglistką. Czyli da się żyć, co potwierdzają opinie wyższych roczników. Dobrze mieć takie opiniowe zaplecze. Ułatwia start. Jutro w ramach przedłużania weekendu biednym studentom medycyny mamy dzień wolny. Z okazji inauguracji roku akademickiego. Jest oczywiście niesamowicie uroczysta, itd. Więc może zabraknąć miejsc siedzących. Jeżeli się nie załapię, to wyjdę wcześniej. Jakoś przeżyję brak przemówień.

Dzisiaj też do Warszawy wpadł tata. Stęskniłam się, chociaż minął niecały tydzień. Na pocieszenie, babcia zrobiła słoiki, żeby wnuczka studentka nie umarła z głodu i miała prościej. Dziękuję babciu :*. Dzięki mamie mam teraz szybszy internet. W dzisiejszych czasach, jak wszyscy wiemy, bez internetu to jak bez ręki, lub lodówki. Dziękuję mamo, teraz będę mogła porozmawiać z Wami przez skypa.

Z okazji nadchodzącego czwartku, życzę wszystkim miłego dnia ! :)