Dzisiaj tylko zajęcia z histologi. Znaczy wykład z socjologii też był (chyba), ale nie wiem, czy ktokolwiek z mojej grupy był. Chyba nie.
Na omówieniu ćwiczenia na histologii udało mi się znaleźć miejsce siedzące, nawet z przodu. Nie dałam rady jednak przygotować się z kolejnego ćwiczenia, więc siedziałam trochę jak na chińskim. były po krótce omawiane mechanizmy syntezy białek i naprawy DNA. Bierze w tym udział okropnie duża ilość białek i innych śmiesznych cząsteczek, o jeszcze lepszych nazwach. Są one najczęściej skrótami od nazwy ich funkcji po angielsku, tak więc mamy na przykład: TPP II, p50, p52, c-Rel, itd. Mam nadzieję, że nie będziemy tego musieli umieć na zaliczenie semestru. W każdym razie chyba nie wszystko.
Co do konspektu, czyli powtórki z ostatniego tematu, który przygotowujemy na zajęcia. Konkretnie to dwie kolejne osoby z listy w formie pisemnej dla całej grupy. Te osoby potem omawiają swoje dzieła, dorzucając nowe informacje. Konspekt może mieć tylko 4 strony A4, czyli po 2 strony na osobę. W tym tygodniu ten zaszczyt spotkał mnie. Nie powiem, jest to ciekawa praca, Pani Doktor bardzo mi pomogła, bo wymieniłyśmy kilka maili. Dostałam nawet dodatkowy artykuł (bardzo ciekawy zresztą, o szeltrynie), którego nie mogłam sama znaleźć, itd. Jest tylko jedno małe ale, czas i termin. Pierwsza wersja konspektu zajęła mi pół dnia (soboty), a że jest to tydzień przed kolokwium, więc praktycznie każda minuta jest cenna. Ale wysiłek się opłacił, bo dostałam 5/5 za omówienie.
Już 3 dzień uczę się czaszki, wczoraj i przedwczoraj razem z dziewczynami z mojej starej szkoły. Nie ma co, wesoło było, ale też dużo zrobiłyśmy, żeby nie było. Tylko mam powoli dość kości. Ostatnio stykam się z nimi jeszcze intensywniej niż normalnie na zajęciach.
Trzymajcie kciuki, za proste szpilki i przyjaźnie nastawionego asystenta. Chcę zdać i to bardzo. Pozdrawiam serdecznie :)
30 października 2008
jutro kolokwium
29 października 2008
a kolokwium coraz bliżej
Jestem aktualnie dość mocno zarzucona robotą, szczególnie powtórka z anatomii z wiadomych względów. Ale tak po krótce, co u mnie.
W poniedziałek mieliśmy jeszcze po prosektorium przysposobienie biblioteczne. Jednorazowe zajęcia, pomagające nam się znaleźć w bibliotece uniwersyteckiej, itd. Są na zaliczenie, więc już dziś będę mieć mój pierwszy wpis do indeksu.
Wtorkowe wykłady były warte pójścia, z chemii mam 8 stron notatek o lipidach (czyli tłuszczach, i tym podobnych). A to wszystko w 1,5 godziny,. chociaż właściwie wykład ma dwie części. W sumie dobrze, że byłam, bo szukanie tego na własną rękę zabrałoby mi dużo więcej czasu. Tylko ta godzina, wybitnie nie nadaję się do rannego wstawania.
Na anatomii pytania studentów, kilka jakichś tam i: czy mógłby Pan Profesor omówić kość skroniową? Podobno pytanie powtarza się co roku :). Jest to właściwie dość mała kość, ale o bardzo skomplikowanej budowie, z mnóstwem kanalików i dziurek, z czego część jest trudno znaleźć w atlasach. W środku niej znajduje się ucho wewnętrzne, więc może to przez to. Profesor wyjaśnił jasno, zrozumiale i nie na zasadzie: to tu Państwo mają ..., tylko omawiając również topografię, czyli od tej wyniosłości idąc w tamtą stronę znajdujemy. Bardzo to ułatwi szpilki.
Dla zainteresowanych, tak wygląda kość skroniowa:
Pomiędzy wykładami pożyczyłam kości i się wzięłam za powtarzanie. Oczywiście nie tylko ja wpadłam na ten pomysł, więc trzeba było popolować na kości/znajomych z kośćmi. Ale udało się i powtórzyłam wszystko co chciałam, i to tylko w 3 godziny.
W domku powtarzałam czaszkę razem z Ewą. W ciągu 5 godzin znalazłyśmy wszystkie dziurki, dołki i kanaliki, które wypisał Kierownik Katedry. Chyba, że nie mogłyśmy ich znaleźć ani na czaszce, ani w Bochenku. Ale takich było bardzo mało.
Później poprawiałam skrypt z histologii, bo mail z poprawkami dostałam dopiero wczoraj, z adnotacją, że ma być na dzisiaj oddany. Kocham robotę na wczoraj. W okolicach nocnych przypomniałam sobie o angielskim, ale zrobiłam go już rano. Jeżeli ktoś ciekaw posłuchać dwuminutowego wykładu o kości ogonowej, to zapraszam :).
Dzisiaj jeszcze tylko seminarium z chemii i angielski, i wolne, znaczy się czas na anatomię. Pozdrawiam gorąco.
27 października 2008
ostatnie prosektorium przed piątkiem
Dzień zaczął się jak zwykle miło, bo od pierwszej pomocy. Zawsze przyjemnie je wspominam, wstaję na nie i jadę do szpitala na Banacha. Może dlatego, że są namiastką klinik, które będziemy mieć dopiero od 3 roku? Dzisiaj było jeszcze ciekawiej, bo dowiedzieliśmy się, co się dzieje z pacjentem, po przejęciu go przez karetkę pogotowia/izbę przyjęć, czyli wyspecjalizowany personel, którym kiedyś będziemy sami. Oczywiście wszystko w dużym skrócie. Z wiedzy tajemnej, jak to określił nasz asystent, dowiedzieliśmy się również, czemu migotanie komór, to migotanie komór właśnie, jakie są najczęstsze mechanizmy zatrzymania akcji serca, dlaczego pozioma ciągła linia na ekranie EKG w serialach medycznych jest w 80% kłamstwem/fikcją. Za tydzień mamy już ćwiczenia na fantomach. Zapowiada się jak wysiłek fizyczny, bo mamy być w wygodnych strojach, wyposażeni w butelkę wody, itd. Ciekawam bardzo. Na pewno przyda się, jako odprężenie po kolokwium. Tym bardzie, że nasz asystent z PP uważa, że dobry asystent z anatomii, to taki co na I terminie oblewa połowę grupy, ciekawe, eh.
Co do prosektorium to były szpilki. Powiedziałabym, że trudności średniej. Wyszło zamiłowanie naszego asystenta do wszelkiego rodzaju dziwnych, malutkich i rzadko uwzględnianych w atlasach obrazkowych/fotograficznych otworków i dziurek. Oczywiście nie mogło być rzeczy prostych, typu łopatka/obojczyk/żebro. To przecież proste jest i każdy to umie, to po co z tego pytać? Ale i tak miałam wynik lepszy niż ostatnio, tym razem 22/48, czyli 46%. Niestety zalicza dopiero 65%, czyli 32 punkty. Od nas z grupy zaliczyła chyba jedna osoba. Zapowiada się ciekawie.
W ramach motywacji do nauki, kupiłam bilet do domku, na Wszystkich Świętych. Mam tylko jeden warunek, jeżeli nie zaliczę kolokwium, to nie jadę i idę zwrócić bilet. Niestety w poniedziałek zaczynamy nowy temat, na który trzeba być przygotowanym, a nie dam rady w ciągu 10 godzin nauczyć się i powtórzyć, to co bym chciała. Życie.
Tak więc, trzymajcie kciuki, bardzo się przyda.
26 października 2008
weekend przed kolokwium
Jeszcze raz przepraszam za brak regularnych notek, jednak na ten tydzień raczej nie dam rady umieszczać ich codziennie. Powód jest jeden: kolokwium z osteologii w piątek, ten piątek.
Jako, że jest to moje pierwsze kolokwium z anatomii, i ze mam bardzo dużo materiału do przypomnienia/powtórzenia/nauczenia, mam troszkę mało czasu, a doba, pomimo usilnych błagań wydłużyć się nie chce.
W piątek, ten, który już był, zaspałam sobie radośnie na wykład z histologii. W sumie dobrze, że na niego nie pojechałam, bo wykład się nie odbył. wykłady z tego zacnego przedmiotu zaczynają się dopiero 7. Czyli pospałam sobie bezkarnie trochę dłużej, za to prawie spóźniłam się na łacinę, bo coś sobie źle wyliczyłam godzinę wyjścia. W efekcie na łacinę biegłam i szczęśliwie nie spóźniłam się. Jednak efekty ocenowe były mizerne, zresztą jak całej grupy. Ja zostałam uraczona oceną 2,5. Uprzedzam pytanie, zalicza dopiero 3--. Jednak i tak dostałam jedną z wyższych ocen, zdarzyło się kilka 3, jedna 3--, i jedynki w dużej ilości. Do poprawy oczywiście. Anatomię dało się przeżyć, nie pytał, nie było szpilek. Umówiliśmy się na szpilki na jutro, zobaczymy.
Sobota minęła pod hasłem nauki, tym razem konspektu z histologii. Myślałam, że zajmie z 2-3 godzinki, a paskud pół dnia zajął. W międzyczasie wpadli Kasia z Łukaszem, więc powspominaliśmy sobie trochę, a w większości rozmawialiśmy o studiach, temacie bardzo nowym i aktualnym. Medycyna okazuje się być najmniej studenckim ze wszystkich kierunków, ale jakoś mnie to specjalnie nie dziwi.
W niedzielę atrakcji nie było - anatomia - moja miłość/życie prywatne. Uczyłam się u siebie i u Piotra. Do kolokwium mieszka z nami Ania, która jest bardzo ważną pomocą naukową, więc często sobie z nią rozmawiam o kościach czaszki. Tak dużo szybciej i lepiej się uczę niż z książek.
Przed kolokwium mam stracha, bo jednak chciałabym zdać je w pierwszym terminie, ale nie wiem, czy dam radę. Dużo zależy od szczęścia. Aktualnie więcej nie umiem, niż umiem. Kolejną rzeczą, która mnie dziwi, to fakt, że skoro kolokwium jest z kości, wszystkich, to pytania są najczęściej o czaszkę lub stawy, albo przebieg nerwów czaszkowych? Mam nadzieję, że podczas odpowiedzi będzie można wspomóc się kością. Zobaczymy, trzymajcie kciuki.
23 października 2008
Przepraszam za brak wczorajszej notki. Ostatnio staram się kłaść spać o w miarę normalnych godzinach, i po prostu się nie wyrobiłam.
Pokrótce to co zdarzyło się wczoraj: najpierw chemia, na której poszło mi dobrze, chociaż muszę szybciej pracować w laboratorium, bo skończyłam dosłownie 5 minut przed końcem zajęć. Może za bardzo zastanawiałam się nad kolorami? Robiliśmy miareczkowanie, czyli spuszczanie po kropli jednego roztworu do drugiego aż do momentu zmiany barwy. I tutaj pojawia się odwieczny problem studentów: czy to już jest łososiowy? jak stwierdzić, czy to jeszcze jasny róż, czy może już jasny fiolet? Bo cały dyngs polega na tym, że trzeba przestać miareczkować dokładnie w momencie zmiany barwy, żeby uzyskać dokładny wynik. W każdym razie asystent okazała się wyrozumiała, oceniła pozytywnie laba, i sumarycznym wynikiem z chemii z czwartku jest 11,5/12. Szanse na zwolnienie z egzaminu rosną.
Na życzenie anglistki przełożyliśmy angielski pół godziny wcześniej. Efekt był taki, że się spóźniłam, zresztą nie tylko ja. Część grupy była na czas, część nie. Musimy opracować jakąś szybszą trasę. W ramach zadania domowego mamy przygotować dwuminutową prezentację dowolnej kości, oczywiście po angielsku. Żeby było ciekawiej, mamy to wygłosić w sposób, jakby był to bieg po Nobla. Ciekawe, czy można dostać Nobla za omówienie obojczyka? Bo za omówienie czaszki w 2 minuty na pewno.
Dzisiaj tylko histologia, i nawet załapałam się na miejsce siedzące. Nie wiem, czy już o tym pisałam, ale na początku mamy wykład/omówienie bieżącego tematu dla wszystkich grup, które mają ćwiczenia w czwartek. Jest to o tyle kłopotliwe, że na omówieniu być trzeba, ale miejsc siedzących brakuje. Dlatego zawsze przed salą zbiera się tłum. Ostatni stałam przez godzinę, dzisiaj załapałam się na stołek. Są jeszcze parapety, ale jest to kiepska opcja, bo są tam również automatycznie zasuwane zasłony, żeby prezentacja była lepiej widoczna. Później zajęcia w grupach, polegające na przypomnieniu ostatniego tematu przez wyznaczone osoby. Dzisiaj poza tym mieliśmy czas na narysowanie jednego preparatu, w którym miało być coś (płytkę metafazalną, dla zainteresowanych) widać, ale w preparacie jej nie było, więc przerysowaliśmy "preparat" z tablicy.
Jutro zapowiada się ciężki dzionek, z racji dużej dawki przedmiotów niemiłych - anatomii i łaciny. Pozdrawiam Was serdecznie :).
PS. Zgodnie z sugestiami zamieściłam datę notek, nie jestem do końca zadowolona, bo ten szablon nie ma pierwotnie takiej opcji, ale to jedyne co wymyśliłam. Jeżeli komuś chciałoby się z tym pobawić, to dajcie znać.
22 października 2008
dzień wykładów
Rano zaspałam na chemię. Nie opuściłam zbyt dużo, tylko początek. Wykład był i tak o buforach, więc większość znałam jeszcze z liceum. Ciekawe były nawiązania do medycznej strony zagadnienia, np. do kwasic metabolicznych i oddechowych.
W czasie przerwy do kolejnego wykładu, aż cztery godziny, siedziałam sobie w naleśnikarni. Twarzoczaszka z atlasu fotograficznego dotrzymywała mi towarzystwa. Wykład z anatomii był o metodach obrazowania, więc popatrzyłam sobie na rentgeny, tomografy i rezonansy. Warto było przyjść. Tym bardzie, że mogę mieć szpilki nie tylko z preparatów, ale również ze struktur widocznych na zdjęciach.
Miłego dnia życzę wszystkim czytającym.
21 października 2008
powrót i poniedziałek
No i wróciłam. Doba jest jak zwykle oczywiście za krótka. Wszystko w biegu, wszędzie spóźniona. Do książek zajrzałam dopiero w pociągu powrotnym, więc był to bardzo rozpustno-odpoczynkowy weekend. Rozpogodziło się. Spotkałam osoby, które nie myślałam, że zobaczę je tak szybko. Dużo zmian, część mnie zaskoczyła, część jest naturalną koleją rzeczy. Jednak wyprowadzka stwarza drugie życie, w nowym miejscu. Bo przecież w domu nawet wiatr inaczej wieje. Jednym słowem - odpoczęłam, i doładowałam baterie.
Podróż minęła przyjemnie, z atlasem anatomicznym i drzemką. Zawsze to kilka godzin więcej oglądania czaszki, tylko w atlasie, żeby nie był, że wożę ze sobą gapowiczów. W stolicy byłam po 22. W domu około północy. Plecak był dużo cięższy niż przed wyjazdem, wiadomo - student jeść musi. O to zadbały babcia z mamą. Na szczęście, to nie ja niosłam plecak do mieszkania, dziękuję.
Poniedziałek rano - pierwsza pomoc. Przedmiot, którego nie trzeba się specjalnie uczyć, wystarczy posłuchać. DLa mnie osobiście wielka frajda, bo i temat i wykładowca ciekawi, dodatkowo z darem przekazywania wiedzy. Dzisiaj - o wypadkach drogowych, a tak właściwie o wszelkich wypadkach i sposobach postępowania. Wnioski ogólne: 1. najlepiej sklonować się, żeby zdążyć wszystko zrobić, oczywiście prawie jednocześnie, bo wszystko jest ważne. 2. zazwyczaj wypadkowi towarzyszy tłum ciekawskich, co czasami może być przyczyną wypadku, a na pewno nie ułatwia pracy. 3. samochody są reklamowane jako bezpieczne o ogromnej liczbie systemów ochronnych, tylko mało kto wspomina, że są one niezawodne przy prędkości 60 km/h. 4. zagłówek w samochodzie musi podpierać potylicę, a nie szyję. W innym razie na okoliczność wypadku, może dojść do złamania kręgosłupa szyjnego i porażenia czterokończynowego, czyli nic ciekawego.
Grupą mieliśmy w planach poprosić asystenta z anatomii o zrobienie szpilek na przyszły poniedziałek. Lepiej więcej poćwiczyć przed kolokwium. Asystent czytał chyba w naszych myślach, lub myśleliśmy za głośno może, gdyż postanowił sprawdzić naszą wiedzę. Pytał, przez 3/4 zajęć pytał. W formie chyba egzaminacyjnej, prosił po dwie osoby i zadawał pytania. Każda odpowiedź była skrzętnie oceniana i notowana (na plusy), potem - ocena zbiorcza z naszych wypocin. Ja dostałam plusa, z czego jestem osobiście bardzo dumna. Odpowiedziałam na 3 z 4 pytań, więc jest dobrze. Muszę jednak przyznać, ze miałam szczęście, bo jest bardzo dużo rzeczy na które bym nie odpowiedziała. Tak to omówiliśmy sobie dodatkowo kość skroniową, jedną z bardziej skomplikowanych kości, gdyz ma ona wiele funkcji i ochrania różne ważne struktury. Na piątek muszę znac czaszkę jako całość, oraz co wychodzi, przechodzi, wchodzi itd. którym otworkiem/bruzdą/dołkiem. Zapowiada się ciekawie.
Dziękuję Wam, że mieliście dla mnie czas i że udało nam się spotkać w weekend.