1 grudnia 2008

po weekendzie

Dzisiaj zaczął się grudzień. Niewiarygodne jak ten czas szybko leci. Oznacza to, że już ponad dwa miesiące mieszkam "na własną rękę". Dziwnie. Cały czas czuję się jakbym wyjechała na jakieś dłuższe wakacje, i że za niedługo wrócę, że to tylko takie tymczasowe. nie oznacza to, że czekam na obsługę hotelową, żeby posprzątała :).

Czas przed kolokwium ma niewątpliwe zalety, szczególnie moje mieszkanie się z tego cieszy, gdyż wyprasowałam przez weekend całe trzy prania, które się nazbierały, mieszkanie błyszczy, a ja zaczęłam nawet kombinować coś więcej na obiad niż podgrzewanie gotowych porcji. W weekend było risotto z pieczarkami i cebulą. Wyszło niezłe. Nie przestawiłam się jeszcze na gotowanie dla jednej osoby, zawsze gotowałam przynajmniej dla dwóch. Ciężko mi dobrać proporcje i zrobić zakupy. Śmieję się, bo w sklepie chyba na samotną matkę wychodzę, małe ilości, np. 2 pomarańcze, 6 małych ziemniaków, 1 cebula, i obowiązkowo kaszka dla dzieci - jest świetna na śniadania, ciepła, szybka i zapychająca.

Żeby nie było uczyłam się trochę a nawet większość weekendu. Przerobiłam cały atlas anatomiczny, wszystkie przekroje, zdjęcia, itd. Wydawało mi się to mało, bo w sumie planowałam zrobić jeszcze trochę czynnościówki. Taki mamy materiał na kolokwium - budowa mózgu i jego działanie, oraz objawy uszkodzeń. Nauczyłam się tylko obrazków. Dało to jednak efekty. Dzisiaj mieliśmy szpilki, o które zresztą sami prosiliśmy. Ogólnie poszły nie najlepiej. Ja się za to pochwalę, bo poszły mi najlepiej w grupie - 23/41. Dalej ten wynik nie zalicza, ale zabrakło mi tylko 2 szpilek do tego. Nie wiem właściwie dlaczego te szpilki tak źle wypadają, może nie uczymy się tyle ile powinniśmy, ale też niektóre ze struktur są dziwnie zaznaczane, w nietypowy sposób. Może w tym tkwi problem?

Socjologia chce chyba pobić jakiś rekord uczelniany w długości skryptu na jedne zajęcia - na dzisiejsze wynosił 40 stron, które szczerze można by było streścić w 20, jak nie w mniejszej ilości. Temat: wchodzenie w role i komunikacja lekarz-pacjent. Trochę statystyki, główne założenia. Oczywiście najwłaściwszą taktyką lekarza podczas zbierania wywiadu jest "skierowanie na pacjenta", czyli pozwolenia, by to pacjent mówił, później należy omówić z nim wizję dalszego leczenia, itd. W teorii brzmi świetnie, podobno też przynosi lepsze efekty, w co jestem skłonna uwierzyć. Jasne, że chciałabym tak pracować, ale nie mam pojęcia, czy ktoś będzie z nami prowadził warsztaty na ten temat, tyle że praktyczne. Bo co z tego, że mam zarys koncepcji, teraz, kiedy co najwyżej znam nazwy niektórych chorób i nie mam zielonego pojęcia o dochodzeniu do poprawnej diagnozy. Mogę się z nią zgodzić lub nie. Pomimo podania kilku przykładów, propozycji zwrotów, itd dalej jest to czystą teorią. Mam nadzieję, ze na tym się nie skończy.

Moje ukochane zajęcia z pierwszej pomocy niestety nieuchronnie zbliżają się do końca. Zostały jeszcze tylko trzy spotkania. W przyszły poniedziałek odwiedzamy pacjentów OIOMu, na następnych podsumowanie i będziemy się uczyć robić wkłucia. Po przerwie świątecznej - zaliczenie. Nie sądzę, żeby były z nim problemy, bo ćwiczenia są świetnie prowadzone i bardzo dużo z nich wynoszę. Dzisiaj było pokrótce o zatruciach. Co najważniejsze - można się zatruć również przez skórę, nie wszyscy niedoszli samobójcy są później pod opieką psychologa - tylko ci którzy tego wymagają, zatrucia metanolem leczy się również etanolem, biorąc leki powszechnie dostępne należy dokładnie czytać ulotki, żeby nie brać wielokrotności tego samego leku - przedawkowanie paracetamolu może prowadzić do konieczności przeszczepu wątroby. To z tych ciekawszych :).

Pozdrowienia dla wszystkich

0 komentarze: