28 kwietnia 2009

już kwiecień

Działo się bardzo dużo przez ten cały czas od ostatniej notki. Coraz więcej kolokwiów za mną, wszystkie pozaliczane, na oceny pozytywne, kilka nawet na trochę bardziej pozytywne. Tak właściwie został mi nieco ponad miesiąc studiowania i sesja, a więc przede mną czas intensywnej powtórki. Właśnie układam plan takowej z anatomii. Jakoś się nie lubimy z tym przedmiotem, chyba z wzajemnością. Przynajmniej nie chcę być chirurgiem, więc bardzo mnie to nie męczy. Może to trochę kwestia asystenta i "atmosfery" na zajęciach, jednak też fakt, że nie lubię się uczyć "na pamięć" bez zrozumienia ma też coś do powiedzenia. Wierszyki nie dla mnie, aktorką też nie będę :P

Brałam udział w akcji "Szpital Pluszowego Misia" i dla ok. 50 przedszkolaków byłam najprawdziwszą Panią Dochtór leczącą ich misie. Jednemu założyłam nawet gips i obandażowałom łapki, jednak pacjent i tak wymagał operacji :). Postaram się napisać coś więcej, jak w końcu opublikują zdjęcia z tej akcji.

Święta super, bo w domku, teraz wracam na długi weekend. Się człowiek przyzwyczaja do tego domu :). A jakby nie patrzeć, pół roku mieszka poza nim. Najgorzej to ma chyba Rysiek, królik, z tymi wszystkimi przenosinami. Aktualnie jest w domku, ale może po majowym zawita znowu do "stolycy". Miło jest, jak ktoś Cię wita jak wracasz z zajęć.

Pozdrawiam serdecznie i postaram się pisać trochę częściej :)

28 marca 2009

co u mnie

Od kiedy ostatnio pisałam dużo się zdarzyło, więc niestety skrótowo będzie o najważniejszych rzeczach, a przynajmniej o tych, o których pamiętam w tej chwili.

Co do uczelnianych spraw, kolokwia pozaliczane, klatka z anatomii na 3 ( i to w pierwszym terminie, ale nie u naszego asystenta, więc nie można mówić o miłosierdziu T., którego niechęć do mnie jest już raczej potwierdzona), brzuch niestety drugi termin został, będzie w poniedziałek. Zabrakło 1, słownie: jednego, punktu do zaliczenia. I nie ma zmiłuj u T. A błędy oczywiście głupie, chociaż jakby się uprzeć, to można by naciągnąć, no ale trudno. W każdym razie nasza grupowa niechęć do T. zaczęła się rozprzestrzeniać na inne grupy, i jak na razie sięga chyba na całą naszą salę, ciekawe, czy osiągnie wszystkie 3?

Skończyłam łacinę i radosną podróż przez uroki tego, i innych - nie zapominajmy o grece, języków obco-starożytnych, niezbędnych w edukacji lekarskiej. Bo jak będziemy wypisywać recepty, jak nie po łacinie? Ciekawam bardzo miny aptekarza, który taką dostanie. Jak wielkie oczy zrobi i jakie słowa pośle pod adresem wystawiającego lekarza. Łacina skończyła się testem, który był podobny, ale niestety nie taki sam, dla całego wydziału. Pisany w różnych dniach, tak więc zainteresowanych pozostało jedynie regularne sprawdzanie maila grupowo-wydziałowego. Szczegóły pozostawię wyobraźni czytelnika. W każdym razie łacinę skończyłam z 4. Pisana dużą, bo jednak zasłużyłam, żeby nie było.

Zaczeliśmy przedmiot zwany propedeutyką uzależnień. Przedmiot niewątpliwie ciekawy, idea zacna. Niestety monotonny głos Pani prowadzącej od 8 rano wykład, który chyba nie ma planu, jakiegoś głębszego przemyślenia treści, a slajdy w PP, to po prostu wklejony tekst z edytora tekstu (często używaną animacją jest wystrzeliwanie literek z karabinu, tak ze 100 na jednym slajdzie) dość skutecznie uniemożliwia zainteresowanie przedmiotem. Czytać jakoś mi się nie udaje, więc pomnażam kolekcję frywolitek. Ostatnia godzina była ostatnia, gdyż mieliśmy zaproszonego gościa. Wygłaszał świadectwo swojego życia, a obfitowało ono w doświadczenia związane z tematem (ostatnio-narkotyki), że powiem tak nie dosłownie, bo tajemnica lekarska obowiązuje już od 1. roku studiów.

Jeżeli chodzi o pojęcia abstrakcyjne, typu "czas wolny", "bywanie", "ukulturalnianie się". Byliśmy w teatrze. Było ciekawie, chociaż sztuka chyba zbyt artystyczna jak dla mnie, może za dużo literatury medycznej? Może po prostu nie mój typ sztuki. Jakkolwiek bawiłam się dobrze i wieczór zaliczam do udanych. Ostatnio - impreza w Medyku - miło, sympatycznie. Miała być "nasza część grupy", a wyszło jak zwykle. Chociaż wyniki z koła T. miały zapewne w tym swój udział.

Dzisiaj odbyło się seminarium o PJM (Polskim Języku Migowym). Pierwszy raz uczestniczyłam w takim wydarzeniu. Dobrze, że byli tłumacze, którzy tłumaczyli w dwie strony - to dużo z niej wyniosłam, informacji oczywiście. Wystąpień było 6, bardzo podobały mi się 3. Czwarte miało ciekawy temat, ale przedstawienie go miało pewne zastrzeżenia, chociaż możliwe, że brakuje mi pełnej wiedzy w danym temacie. Pisać bym mogła długo o swoich wrażeniach, ale mówiąc krótko - urzeczona jestem. Naładowałam baterie, bo wiem, że długa droga przede mną w PJMie. Żeby kiedyś migać przynajmniej w podobnym tempie, jak Głusi, żeby rozumieć większość, żeby móc stworzyć im takie same warunki wizyty lekarskie, jak słyszącym.

A na razie uciekam uczyć się anatomii, bo jak na razie to się z tego zrobiło "Never ending story", tak troszkę.

Pozdrawiam wszystkich czytających serdecznie

4 marca 2009

marzec

marzec się zaczął niespodziewanie, bo jak ktoś mi kiedyś powiedział, jak człowiek ma co robić, to czas jakoś szybciej ucieka. Jak tak sobie policzyłam, to właściwie za jakieś 3 miesiące kończę rok :). Prawie nie do uwierzenia. Ale na "podsumowania" czas będzie później. Teraz uwagę trzeba poświęcić bliższej przyszłości.

Z większych zmian, biorę lekcję migowego, raz w tygodniu godzinę. Lekcje / korepetycje prowadzi Ola z http://glusi.blox.pl/html . Byłam jak na razie na jednej i chwalę sobie niezmiernie. Zresztą już od dłuższego czasu brakowało mi kontaktu z tym językiem, a przecież wiadomo, że praktyka to podstawa.

Z kolejnych zmian - dostałam piękny duży,ale taki na prawdę DUŻY kubek, ma pojemności ponad 0,5 litra i był prezentem walentynkowym. Najbardziej się cieszę, że już nie muszę latać do kuchni co chwilę, żeby dorobić herbaty.

Na uczelni minister zafundował nam kurs BHP, czyli 2 wykłady po 1,5 godziny. Babka prowadząca poprosiła tylko, żeby nie przeszkadzać. Wykłady są obowiązkowe i kończą się wpisem do indeksu. Na ostatnich jest "test zaliczeniowy", który ma za zadanie sprawdzić obecność, bo rozdają tylko tyle kartek ile jest osób. W sumie pomysłowe :).

Z ostatnich "odkryć" muzycznych, czyli czego teraz słucham podczas zakopywania się w książki :)

1. Melnica - rosyjski zespół folkowy: Doroga sna i Dweri Tamerlana , jest oczywiście dużo więcej, ale to już zostawiam własnym poszukiwaniom. A odkrycie zespołi zawdzięczam Bogusi :).

2. Ludovico Einaudi - to z kolei moje "odkrycie", włoski pianista, kompozytor; jego utwory urzekły mnie minimalizmem i elegancją, żadna nuta nie jest tam niepotrzebna; Nuvole bianche

18 lutego 2009

po feriach

Skończył się niestety czas wolny, i trzeba było powrócić w mury uczelni. Mogę się pochwalić nieskromnie, że wszystkie marzenia studentki zostały spełnione. Przez zdanie wszystkich egzaminów, tak, zaliczyłam to koło z anatomii, przez zobaczenie rodzinki, przyjaciół, domowe obiadki, aż do rzeczy trywialnych jak własne łóżko i zmywarka.

Jednak Dorotka już nie jest w Kansas. Zmienił mi się plan, bo jest nowy semestr. Odeszła chemia, moja ulubiona pierwsza pomoc i socjologia, która nie była taka zła, jak opowiadali, no może zaliczenie, ale mnie się udało za pierwszym razem. Z nowych rzeczy mam informatykę, wf i propedeutykę uzależnień, która jest dopiero od połowy semestru. O zajęcia z wf rozegrała się prawdziwa walka, gdyż są różne zajęcia o różnych godzinach. Zapisy oczywiście internetowe. Rejestracja i logowanie były dość ciężkie, po godzinie serwer padł. Mnie się udało zapisać na to co chciałam. Pierwsze zajęcia były organizacyjne, przyszło bardzo dużo osób, same dziewczyny. Pół godziny czekania i 5 minut pogadanki o stroju sportowym, zapisach i przepisywaniu się na inne zajęcia. Nie ma to jak szanować swój czas. Chociaż już wiem jak dojechać na zajęcia. Moja wiedza odnośnie poruszania się po Warszawie rośnie, jechałam już dwoma nowymi autobusami.

Z anatomią robi się coraz ciekawiej, ja znalazłam już swój sposób na uczenie się, więc uczelnia postarała się, żebym jednak dalej nie miała wolnego czasu. Wcześniej mieliśmy koło mniej więcej co miesiąc, teraz mamy co 2,5 tygodnia. Przedmiot jest rozpisany na dwa semestry, a materiału niestety nie jest mało. W sumie to cały człowiek. Będzie na pewno ciekawie, i to nie tylko z powodu poznawania budowy kolejnych narządów. Cieszę się, że nie trzeba znać budowy samochodu, żeby nim jeździć. Chociaż budowa ta jest bardzo interesująca.

Dzisiaj pada śnieg, może w weekend się na jakiś spacer wybiorę? I może będzie trochę dalszy niż do sklepu po zakupy? Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

1 lutego 2009

długa przerwa

Przepraszam bardzo za długą przerwę w pisaniu notek. Spowodowane to było głównie powrotem do studenckiej rzeczywistości końca semestru i koniecznością zaliczenia wszystkich możliwych przedmiotów.

Sesji zimowej nam oszczędzili, chociaż nie wiem, jak bardzo może się różnić egzamin w czasie sesyjnym od tego w czasie niesesyjnym, skoro materiałem jest cały semestr. Jak na razie jest to dla mnie zagadka nierozwiązywalna, pewnie zmieni się to po sesji letniej.

W krótkim podsumowaniu: wyniki zaliczeń semestralnych pozytywne, tylko z anatomią zobaczymy się po feriach, ale to akurat było do przewidzenia. Co prawda trochę inaczej to sobie zaplanowałam, zdać "szpilki" przed feriami i teorie po feriach, ale asystent mój miał inny plan, więc atlasy nie stęsknią się za mną przez ferie, niestety. Jak na razie najlepiej mi idzie z najmniej ważnych przedmiotów, co może oznaczać, że albo przedmioty ważne są trudne i mają dużo materiału, albo lepiej mi wchodzi to co nie musi. Jeżeli macie inne wyjaśnienia, to chętnie posłucham :)

Z innych przydatnych umiejętności, nauczyłam się zakładać wenflony, w każdym razie założyłam go raz i zarówno ja, jak i kolega, będący ofiarą, żyjemy. Nauka wstawania na budzik dalej jest w toku. Jak na razie wychodzi, pod warunkiem silnej motywacji wstającego i odległości do budzika większej niż zasięg oddziaływania przyciągającego świeżo opuszczonego łóżka.Jako sukces zapisuję sobie nie zaspanie na egzamin z chemii.

Zaczynam mieć również "swoje" miejsca w Warszawie, chociaż na razie jest to jedna herbaciarnia na metro Centrum, gdzie można zakupić kawę/herbatę w godziwych cenach i sklepik spożywczy na metro Imielin z pączkami z jagodami i śmietaną, czasami niezastąpionymi w wymiarze śniadaniowym. Prowadzę również poniekąd ranking subiektywny kaszek dla dzieci, które są potrawą szybką, ciepłą i niewymagającą myślenia o wczesnych porach dnia, czyli idealne na śniadanie.

W domu również kilka zmian. Po pierwsze, pustka już mniej pusta, nawiązując do ostatniego komentarza. Pojawiła się w naszych skromnych progach nowa sunia, która podbojem zdobyła serca domowników. Za niedługo zjawi się również koteczek. Zapowiada się wesoło.

2 stycznia 2009

tęczowy most

W pierwszym dniu nowego roku przeszedł na drugą stronę mój pies. Miał już swoje lata, chorował i teraz jest mu na pewno przegania ptaki ze swojego nieba. Ale zostało puste miejsce przy stole.


To jest jego ostatnie zdjęcie. Żegnaj Rafciu.

15 grudnia 2008

dinozaury

Dawno nie pisałam, bo się zwariowany czas zrobił dość. Koło oblałam, więc mam komisa w maju. Nie cieszę się z tego, ale już przegryzłam się z tą myślą i powiedzmy, że ją akceptuję. Oblałam niestety dość głupio, bo na szpilkach. Jak już wiadomo, są one konikiem naszego asystenta i pomimo, że struktury były proste, to same szpilki były wredne. Niektóre rzeczy powtórzyły się 4 razy, z tego 2 razy na jednym preparacie, tętnice zaznaczane na zdjęciach MRI, i takie inne kwiatki. W szczegóły wdawać się nie będę, bo sensu nie ma.

Jako, że na anatomii zaczęliśmy już nowy temat, musiałam nadrobić materiał. Kolejny weekend z książkami. W tym tygodniu również radosne zaliczenie z angielskiego, kartkówko-dyktando z łaciny, chemia, na której dość mocno mi zależy. Dużo nauki=mało snu, w każdym razie w tym przypadku.

Co do aklimatyzacji w Warszawie, niestety się ze starosta własnej grupy nie polubimy. Jest kilka kwestii spornych, np., że do jego obowiązków nie należy informowanie grupy (!), ciężko przetłumaczyć, że nie wszyscy mają grono i przekazywanie informacji w ten sposób nie jest najlepszym sposobem, skoro mamy maila grupowego, i takie inne. Nasze zdanie w kwestii mówienia "przepraszam" asystentom też się różni, chociaż w to akurat "zamieszana" jest większa część grupy. Złożyło się, że większości nie było na angielskim przed kolokwium z OUNu, a babka zachowała się bardzo w porządku, bo nie sprawdziła obecności i nie miała do nikogo pretensji. Po drodze miała imieniny. Dla mnie było naturalne, że należy ją przeprosić/podziękować/złożyć życzenia imieninowe. W takich wypadkach ptasie mleczko jest jak najbardziej trafne, albo cokolwiek innego w tym guście. Okazało się jednak, że nie. Bo "jesteśmy na studiach, a przepraszało się nauczycieli w podstawówce", "to głupio wyjdzie", itd. W końcu kupiliśmy, daliśmy, chociaż większość grupy się nie złożyła, a wręcz zostałam uznana za jakąś pomyloną. Było jej bardzo miło, poczęstowała wszystkich. O dziwo, nikt nie odmówił, i nie było ważne, czy się składali, czy nie. Bo jakoś tu nikt nie miał odwagi się przyznać, co myśli. I kolejna sprawa: prezenty świąteczne dla asystentów. Pomysł nie mój, choć też o tym myślałam, koleżanka powiedziała, że sprawdził się u niej w zeszłym roku na Politechnice, więc, żebyśmy teraz też spróbowali. Nie chodzi przecież o nic wielkiego, tylko raczej o sam gest. Koszt czekoladowego mikołaja to ok. 3 złote, a asystentów mamy 9. To naprawdę nie jest dużo, a korzyści - ogromne. Bo od razu grupa się lepiej kojarzy, a to jest ważne, gdy praktycznie od asystenta zależy zdanie kolokwium i takie inne, chyba nie muszę tłumaczyć. Jednak połowa mojej grupy stwierdziła, że nie bo: "to głupio wyjdzie", "nie są zżyci z asystentem, to po co mają mu coś kupować" itd, itp.

I tu właśnie moje pytanie, czy ja mam jakieś archaiczne zasady, że mówi się proszę, że kupuję się drobne upominki nie tylko tym, których się lubi, itp. Czy to może jednak wychowało się pokolenie, dla którego rzeczy kiedyś oczywiste już nie są takie oczywiste i normalne?

9 grudnia 2008

"dzień wolny"

Dzisiaj niby tylko dwa wykłady, na które nie poszłam, więc teoretycznie cały dzień wolny. No w teorii może. Zajrzałam sobie do kalendarza i wygląda na to, że do przerwy świątecznej powinnam nie wychylać nosa z książek. Muszę się przestawić na tryb ciągłego siedzenia. Fakty niestety są twarde: poprawka z OUNu, już mam zaległości z kolejnego tematu z anatomii, konspekt z histologii (na marginesie dalej nie mam jego poprawionej wersji, wygląda na to, że dostanę jutro! pięknie po prostu), chemia (w której pojawia się coraz więcej wzorów i reakcji do wkucia), angielski - bo zaliczenie w przyszłym tygodniu, łacina, socjologia, prezentacja na koło chemiczne.

W każdym razie nie mam problemu z planami na weekend. Zawsze coś. I może uda mi się być zwolnioną z egzaminu z chemii, to w sumie takie pobożne życzenie. Na razie mam 62 punkty, a potrzeba ponad 80, tylko nie wiem ile ponad, więc zobaczymy. Trochę adrenalinki, heh.

Pozdrowienia dla wszystkich

8 grudnia 2008

poniedziałek

Zajęcia z pierwszej pomocy były świetne. Najbardziej podobało mi się podejście docenta do studentów, do pacjentów, itd. Wszystko wyjaśnił, przygotował nas przed, chyba nawet trochę za dokładnie bo większość spodziewała się prawie dantejskich scen, a nie było źle. Z drugiej strony nie był to piknik. Odwiedzaliśmy pacjentów na sali pooperacyjnej i na OIOMie. Dużo się dowiedzieliśmy, chociaż nie jest to do końca wiedza ściśle medyczno-łacińska.

Później socjologia i ciekawe dyskusje o rodzinie, czym jest, różne modele, zmiany tych modeli i również rodzina w procesie leczenia. Nie sądziłam, że ktoś prowadzi w tym kierunku badania. Są takowe prowadzone. Rozmowa ciekawa, i w sumie tyle :). Można się było dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy również o ludziach z grupy.

Anatomia i pierwsze zajęcia takie na prawdę. Nie zemdlałam, nie było mi słabo, ale jest to cholernie dziwne i nieprzyjemne uczucie. Muszę się przyzwyczaić, wiem, ale nikomu tego nie życzę, jeżeli na prawdę nie musi. Bo trzeba przestać patrzeć na człowieka, i po części umiera jakaś cząstka mojego człowieczeństwa. Bo nie mogę się emocjonować, wzruszać, czy myśleć jakimikolwiek kategoriami należnymi osobie zmarłej.
Znowu okazało się, że się nie uczymy. Muszę zacząć, żeby przynajmniej na ten temat być przygotowaną tak solidnie. Może uda mi się coś zaliczyć w pierwszym terminie? Albo przynajmniej nie mieć głębokiego poczucia niewiedzy?

Pozdrawiam serdecznie,
i tak do posłuchania. Na świąteczny nastrój.

7 grudnia 2008

po OUN

Kolokwium miało miejsce w piątek i niestety, jak zwykle, będę je zaliczać jeszcze raz w drugim terminie, czyli w przyszły piątek. Zabrakło mi 3 punktów na szpilkach. Może to i lepiej, dokładniej doczytam sobie pewien skrypt, który powinnam umieć teoretycznie na pamięć. Powiedzmy, że w praktyce jak na razie wygląda to troszkę inaczej.

W każdym razie w ramach poprawy humoru zakupiłam sobie "swoją" gazetę, czyli Bluszcza i cały piątek sobie odpoczywałam, mając anatomię w ... nosie. Ja lubię ten przedmiot, na prawdę. Można się dowiedzieć tylu ciekawych rzeczy, tylko lubię widzieć efekty swojej pracy, a akurat tylko tu tego nie widzę. Może następny temat pójdzie mi lepiej? Teraz głowa i szyja, podobno najtrudniejszy.

Powoli odnajduję się w Warszawie. Nowe znajomości mają zaczątki przyjaźni, zobaczymy. Powoli odbudowuję tu swój świat. Jeszcze bardzo dużo mu brakuje i nigdy nie będzie to mój dom, ale może zacznie być znośny i taki bardziej oswojony?

Mikołajki :), nawet do mnie przyszedł. Więc ktoś musiał mu podrzucić mój nowy adres. Dostałam czekoladę truskawkową, świąteczną, bo czerwoną :). Dowiedziałam się również, że Mikołaj podrzuca prezenty w różne miejsca. U mnie w domu zawsze były to buty, oczywiście największe jakie się miało. Wieczór przed, albo jeszcze wcześniej czyściło się je i pisało piękny list do rzeczonego świętego, żeby na pewno wiedział, co by się chciało dostać. Później, przed zaśnięciem, stawiało się buty przy łóżku i niecierpliwie czekało do rana. Zawsze przychodził. Najlepiej było, kiedy Mikołajki wypadały w sobotę lub niedzielę, bo wtedy do późna można było chodzić w piżamach i można było wpaść do rodziców z samego rana i oznajmić im, że Mikołaj przyszedł :). Jakie to było wydarzenie. Robiłyśmy też z siostrą ozdoby choinkowe, kilometrowe łańcuchy z pasków kolorowego papieru. Później koniecznie wszystkie musiały zawisnąć na choince. Wycinało się też szopkę, chyba z Misia. I oczywiście pieczenie pierniczków, obowiązkowo co roku. Najpierw razem z mamą, później z przyjaciółmi. To dopiero była zabawa :). Latanie z blachami przez piętra, prawie jak linie produkcyjna, oczywiście z kolędami w tle, najlepiej Preisnera. Są u nas zawsze na Wigilię, piękne i niesamowicie świąteczne, jednocześnie o głębokiej treści.

Tak się świątecznie rozmarzyłam. Niestety w tym roku większość tej świątecznej tradycji mnie ominie. Chociaż może uda się upiec kilka pierniczków razem ze znajomymi z Warszawy? Jak na razie na blogu pada śnieg :)

1 grudnia 2008

po weekendzie

Dzisiaj zaczął się grudzień. Niewiarygodne jak ten czas szybko leci. Oznacza to, że już ponad dwa miesiące mieszkam "na własną rękę". Dziwnie. Cały czas czuję się jakbym wyjechała na jakieś dłuższe wakacje, i że za niedługo wrócę, że to tylko takie tymczasowe. nie oznacza to, że czekam na obsługę hotelową, żeby posprzątała :).

Czas przed kolokwium ma niewątpliwe zalety, szczególnie moje mieszkanie się z tego cieszy, gdyż wyprasowałam przez weekend całe trzy prania, które się nazbierały, mieszkanie błyszczy, a ja zaczęłam nawet kombinować coś więcej na obiad niż podgrzewanie gotowych porcji. W weekend było risotto z pieczarkami i cebulą. Wyszło niezłe. Nie przestawiłam się jeszcze na gotowanie dla jednej osoby, zawsze gotowałam przynajmniej dla dwóch. Ciężko mi dobrać proporcje i zrobić zakupy. Śmieję się, bo w sklepie chyba na samotną matkę wychodzę, małe ilości, np. 2 pomarańcze, 6 małych ziemniaków, 1 cebula, i obowiązkowo kaszka dla dzieci - jest świetna na śniadania, ciepła, szybka i zapychająca.

Żeby nie było uczyłam się trochę a nawet większość weekendu. Przerobiłam cały atlas anatomiczny, wszystkie przekroje, zdjęcia, itd. Wydawało mi się to mało, bo w sumie planowałam zrobić jeszcze trochę czynnościówki. Taki mamy materiał na kolokwium - budowa mózgu i jego działanie, oraz objawy uszkodzeń. Nauczyłam się tylko obrazków. Dało to jednak efekty. Dzisiaj mieliśmy szpilki, o które zresztą sami prosiliśmy. Ogólnie poszły nie najlepiej. Ja się za to pochwalę, bo poszły mi najlepiej w grupie - 23/41. Dalej ten wynik nie zalicza, ale zabrakło mi tylko 2 szpilek do tego. Nie wiem właściwie dlaczego te szpilki tak źle wypadają, może nie uczymy się tyle ile powinniśmy, ale też niektóre ze struktur są dziwnie zaznaczane, w nietypowy sposób. Może w tym tkwi problem?

Socjologia chce chyba pobić jakiś rekord uczelniany w długości skryptu na jedne zajęcia - na dzisiejsze wynosił 40 stron, które szczerze można by było streścić w 20, jak nie w mniejszej ilości. Temat: wchodzenie w role i komunikacja lekarz-pacjent. Trochę statystyki, główne założenia. Oczywiście najwłaściwszą taktyką lekarza podczas zbierania wywiadu jest "skierowanie na pacjenta", czyli pozwolenia, by to pacjent mówił, później należy omówić z nim wizję dalszego leczenia, itd. W teorii brzmi świetnie, podobno też przynosi lepsze efekty, w co jestem skłonna uwierzyć. Jasne, że chciałabym tak pracować, ale nie mam pojęcia, czy ktoś będzie z nami prowadził warsztaty na ten temat, tyle że praktyczne. Bo co z tego, że mam zarys koncepcji, teraz, kiedy co najwyżej znam nazwy niektórych chorób i nie mam zielonego pojęcia o dochodzeniu do poprawnej diagnozy. Mogę się z nią zgodzić lub nie. Pomimo podania kilku przykładów, propozycji zwrotów, itd dalej jest to czystą teorią. Mam nadzieję, ze na tym się nie skończy.

Moje ukochane zajęcia z pierwszej pomocy niestety nieuchronnie zbliżają się do końca. Zostały jeszcze tylko trzy spotkania. W przyszły poniedziałek odwiedzamy pacjentów OIOMu, na następnych podsumowanie i będziemy się uczyć robić wkłucia. Po przerwie świątecznej - zaliczenie. Nie sądzę, żeby były z nim problemy, bo ćwiczenia są świetnie prowadzone i bardzo dużo z nich wynoszę. Dzisiaj było pokrótce o zatruciach. Co najważniejsze - można się zatruć również przez skórę, nie wszyscy niedoszli samobójcy są później pod opieką psychologa - tylko ci którzy tego wymagają, zatrucia metanolem leczy się również etanolem, biorąc leki powszechnie dostępne należy dokładnie czytać ulotki, żeby nie brać wielokrotności tego samego leku - przedawkowanie paracetamolu może prowadzić do konieczności przeszczepu wątroby. To z tych ciekawszych :).

Pozdrowienia dla wszystkich

27 listopada 2008

Roboty huk, kolokwium się niestety zbliża coraz większymi krokami - najbliższe 5 grudnia. Jednak to nie koniec prezentów na okres przedświąteczny. Nasz wydział ma nowego dziekana, który postanowił sobie, że to nie może tak być, że studenci I roku nie mają zaliczeń w I semestrze. Do tej pory były one tylko z tych przedmiotów które trwały jeden semestr, teraz - są ze wszystkich. Mam nadzieję, że do zaliczenia anatomii wystarczą kolokwia. Co do histologii i łaciny to nie mam najweselszych myśli. czytając kolejne tematy z cytofizjologii rozumiem niestety coraz mniej, tak na przykład w ramach poznawania ciekawych białek:
MAPK - kinaza białkowa aktywowana mitogenem
MAPKK - kinaza MAP kinazy
MAPKKK - kinaza kinazy MAP kinazy

Łacinę rozumiem tylko jej nie umiem, bo końcówki mi się mylą. Jednak mamy te 5 deklinacji i 3 koniugacji w dwóch trybach. Teraz jeszcze powinnam do tego znać słówka, ich rodzaje itd. Tylko ta doba jakoś dziwnie krótka ostatnimi czasy.

Co do pierwszych zajęć z socjologii, to nie było tak źle jak niektórzy opowiadali. Mnie się nawet podobało. Taka pogadanka o kulturze, społeczeństwie, itd. Podobno potrzebna, bo można manipulować ludźmi jak to jeden z kolegów stwierdził. Mam nadzieję, że okaże się być przydatną w przyszłej pracy. Może niekoniecznie, żeby manipulować, ale żeby ułatwić życie i lekarzowi i pacjentowi.

Z anatomii teoretycznie umiem już całą budowę tego nieszczęsnego mózgu, a teraz muszę się nauczyć co jest za co odpowiedzialne i co się dzieje jak to uszkodzimy. O dziwo ostatnia część wchodzi mi najlepiej, może dlatego, że jest najciekawsza. Dla przykładu - pacjent może negować istnienie połowy swojego ciała, po prostu jej nie zauważać, można również nie być zdolnym do rozumienia tylko mowy, albo tylko pisma, można również nie być w stanie przyswajać nowych informacji i tworzyć nowe bazując na zmyśleniach - zespół Korsakowa - przedstawiony w jednym serialu medycznym, tak na marginesie.

Jutro tylko histologia, a potem radosne rycie anatomii. Zapowiada się równeiż wolny weekend, tak więc Bochenek aż skacze z radości.
Pozdrowienia dla wszystkich.

23 listopada 2008

niechciej

Przepraszam za długą nieobecność. Ilość materiału do wchłonięcia przez studentów przyrasta z czasem, czas jednak nie ma zamiaru przyrosnąć. Co więcej nie lubię, gdy jest ciemno za oknem, a ja muszę wstać, lub usiąść nad książkami, a tak dzieje sie niestety coraz częściej. W związku z zaistniałym, dopadł mnie "niechciej", czyli średnio pół dnia się uczę, a drugie pół motywuję się do tego.

Atmosfera na uczelni zaczęła być coraz bardziej przyjazna. My przyzwyczailiśmy się już do bycia studentami i systemu studiów, wykładowcy/asystenci przyzwyczaili się do nas. Zaliczenia semestralne i kolokwia coraz bliżej, więc niechciej będzie się musiał odczepić prędzej czy później. Zapewne zostanie wyparty przez wzrastający poziom adrenaliny.

Ten weekend miał pełne znamiona normalnego domowego weekendu, mimo, że nie ruszałam się ze stolicy. Przyjechała do mnie siostra. Przywiozła jedzenie, dzięki wielkie babciu - paszteciki spałaszowałyśmy dzisiaj do rosołku :). Byłyśmy na zakupach, w kinie, nawet trochę się pouczyłyśmy i Aga pomogła mi w sprzątaniu. Był to wypełniony weekend, ale taki normalny. Bardzo odpoczęłam, dzięki wielkie siostra :*.

A jak na razie anatomia wzywa, tym razem zdjęcia mózgu. W poniedziałek zaczynam również socjologię, i nie wiem właśnie czy się cieszyć. Podobno teksty do przeczytania są dość ciekawe, zobaczymy. Pozdrawiam wszystkich.

16 listopada 2008

weekend z anatomią

Notka miała być rano, ale o tej godzinie spałam jeszcze, więc jest teraz. Do anatomii mam awersję, odrzuca mnie na samą myśl o otworzeniu książki. Jest to na tyle skuteczne, że dzisiaj zrobiłam bardzo dużo rzeczy, z czego tylko niewielka część ma coś wspólnego z anatomią. W ramach przekonywania siebie, że to nie jest takie złe, przerzucam się na Pituchową. Jest ona bardziej skondensowana, nie ma aż tak szczegółowych informacji jak Bochenek, a najbardziej motywujący jest fakt, że zamiast 200 stron mam do nauczenia się na pamięć li i jedynie 60. Mojej psychice jednak robi to różnicę. Bo z dzisiejszej nauki niestety zapoznałam się tylko z kresomózgowiem i komorą boczną, a to powinnam była już umieć dawno.

Z ciekawostek: zostałam posądzona o zaniżanie poziomu i niestaranie się (!) przez osobę studiującą w Poznaniu, (chodziło o moją ukochaną tróję z kolokwium. Generalnie się wkurzyłam i prawie obraziłam, bo skoro w Poznaniu szpilki mają raz (!) na egzaminie, a cała anatomia trwa u nich 3 semestry, to tu nawet nie ma co porównywać.

Z rzeczy milszych: długi weekend. Można było sobie odpocząć, spotkać się z rodzinką, przyjaciółmi, bo były odwiedziny u kuzyna, tańce, eMkowe spotkanie. Po prawdzie nie kończyłam tej klasy, ale chyba jakoś bardziej się czuję z nimi związana, jak z moją klasą. Świadczy o tym również ilość informacji dochodzących do mnie o imprezach mojej klasy, a eMki. Nie bez znaczenia jest też to, że wiele osób studiuje teraz w Warszawie i bardzo często spotykam się z nimi w pociągach. Generalnie zawsze jest z kim porozmawiać, a często i w przedziale siedzę ze znajomymi. Jest to coś, co bardzo mi się podoba. Nawet jeżeli nie bardzo kojarzy się daną osobą, ale jest ona z "trójki" to zawsze zamieni się kilka słów, a nawet porozmawia dłużej. Najdobitniej potwierdza to fakt, że jadąc w środę do Warszawy spotkałam kolegę, którego nie widziałam szmat czasu, również z "trójki".

Pozdrawiam serdecznie i miłego weekendu życzę :).

14 listopada 2008

zdałam :)

Przepraszam za "ukrywanie się" i brak notek na blogu. Wszystko ze mną w porządku, tylko był długi weekend, co z pewnością wszyscy zauważyli. W związku z tym faktem byłam w domku, przez cały ten czas, a nawet dzień dłużej, bo podziębiłam się troszkę.

Ze zdarzeń bardzo ważnych - kolokwium zostało zaliczone, na 3 co prawda, ale zawsze. Szpilki pomimo zapewnień, że będą proste i szpilek bazowych, były jednak dość trudne. Oblało je 5 osób. Później część ustna, pytania różne, ale asystent bardzo wyciągał informacje więc zaliczyli wszyscy. Myślałam, że mnie na tym pytaniu obleje, ale nie było tak źle.

Resztę wspomnień/ważnych wydarzeń jutro, albo w sobotę. Bo czeka mnie weekend nadrabiania zaległości, nie tylko w anatomii.

PS. Jeżeli ktoś nie może się dodzwonić do mnie na komórkę, bo od razu włącza sie automatyczna sekretarka, to oznacza, że trafił na moment awarii mojego telefonu. Raz na jakiś czas, ostatnio dość często coś mu "strzela" i nie odbiera, ani nie przekazuje rozmów/SMSów. Z góry przepraszam.

3 listopada 2008

i po kolokwium

Kolokwium nie zdałam, nawet szpilek. Taki był zamiar asystenta naszego, bo nie zdał nikt z grupy. Jedna dziewczyna zaliczyła szpilki, to oblał ją na ustnym, widać nie lubi jak mu statystykę psują. Byłam wściekła, rozżalona, itd. Szpilki były trudne i wredne, bo był paliczek, RTG dziecka, niejednoznaczne niektóre umiejscowienia szpilki i oczywiście, brak dyskusji. Czyli - musisz znać myśli asystenta. Również kłamstwem jest to, że się nie da zrobić 2-ch szpilek na stanowisku, bo niby miejsca brakuje. Grupa obok miała więcej szpilek, a były po dwie na preparat. Chociaż sumarycznie mieli ich około 30. Preparaty stały wszędzie, na stołkach, taboretach, blatach i stolikach, ale się jednak dało. Poprawka jest w piątek, i zobaczymy, albo wszystkim da komisa, czyli zaliczenie w maju, albo przepuści 3/4 grupy.

Jestem jednak niesłowna i do domu pojechałam. Argumentem koronnym był fakt, że i tak przeryczałabym cały weekend, a to samo w domu można robić. Tylko, że w domku więcej ludzi pocieszy i przytuli. Zostałam wsadzona do pociągu przez Piotra, i dobrze. Jeździmy dość popularnym pociągiem wśród osób z mojego liceum, więc zawsze spotykamy dużo znajomych. Jest to poniekąd paradoks, że pomimo wykupionej miejscówki, siedziałam ok. godziny, a resztę czasu spędziłam na korytarzu, bo niestety wszyscy mieliśmy miejsca w innych wagonach/przedziałach.

Może to dziwne, ale lubię atmosferę Wszystkich Świętych. To zatrzymanie się w biegu i rozmowy/wspominanie ludzi, którzy dalej są z nami, tylko już trochę inaczej niż kiedyś. Jest to też czas mający w naszej rodzinie szczególne zwyczaje, które są już praktycznie tradycją. Obiad przed mszą, spacer na cmentarz, spotkania z rodziną. W tym roku tez tak było. Przybył nam jednak grób do odwiedzenia. Nie cieszy mnie to, nie jest to fair i wszyscy nad nim płakali, bo nic innego nie mogliśmy zrobić. Nie jest to nawet osoba, którą znałam dobrze, ale jej głosu nie zapomnę chyba do końca życia. Mówię o Małej Wróżce, Karolince, która mieszkała kilka domów dalej. Miała 4 latka, odeszła w październiku.

Podróż powrotna oczywiście z Bochenkiem. Zaczynamy Ośrodkowy Układ Nerwowy, czyli robi się ciekawie. Zaskakujące jest, że z każdym kolejnym działem przybywa materiału i coś, co wydawało się nam okropnie trudne, nie do przejścia/wykucia jest zaskakująco łatwe w porównaniu do kolejnych partii materiału. Na szczęście część struktur, czy nazw się powtarza, więc coraz lepiej się orientujemy. Ciekawa jestem, jak będę patrzeć na człowieka po pierwszym roku, po skończonej anatomii. Bo to naprawdę zmienia. Nie widzi się już twarzy, tylko jej kości. Później pewnie nerwy, a w grudniu będę widzieć i mięśnie. Cuda po prostu.

Dzisiaj na pierwszej pomocy mieliśmy zajęcia praktyczne, czyli reanimowanie fantoma. Ludziki są wielce profesjonalne, posiadają wysuwany panel jakoś tak w okolicy bioder, który wskazuje głębokość oddechów i siłę uciśnięć. Ćwiczyliśmy oddechy, uciśnięcia, reanimację w parach, wszystkie fantomy przeżyły.

Na prosektorium mam dziwne wrażenie, że nasza rozpiska, czyli wykaz tego co powinniśmy umieć na kolejne zajęcia jest trochę jakby dla picu. Bo asystent wymagał od nas dużo więcej. Był również zdziwiony, że tak niewiele wynieśliśmy z wykładu. Wykład był 45 minut przed kolokwium z osteologii i oczywiście były na nim tłumy studentów żądnych wiedzy. Kocham po prostu myślących ludzi. Na zajęciach mieliśmy też 2ch studentów z koła anatomicznego. Sympatyczni, prowadzili zajęcia jak nasz asystent znikał w tajemniczych celach, przynieśli modele, podzielili się wiedzą odnośnie pytań/książek/itd. Jestem ciekawa następnych zajęć i piątkowej poprawki, na prawdę nie chcę mieć komisa w maju. Mają być niby szpilki bazówki, czyli takie z listy, najprostsze. Ale już zapowiedział, że powbija je w trudny sposób, czyli super po prostu. Nie lubię nauczycieli z takim podejściem, bo wiadomo, że jak chcą studentowi pokazać, że nie umie, to to zrobią, a chyba nie oto chodzi w edukacji.

Pozdrawiam serdecznie.

30 października 2008

jutro kolokwium

Dzisiaj tylko zajęcia z histologi. Znaczy wykład z socjologii też był (chyba), ale nie wiem, czy ktokolwiek z mojej grupy był. Chyba nie.

Na omówieniu ćwiczenia na histologii udało mi się znaleźć miejsce siedzące, nawet z przodu. Nie dałam rady jednak przygotować się z kolejnego ćwiczenia, więc siedziałam trochę jak na chińskim. były po krótce omawiane mechanizmy syntezy białek i naprawy DNA. Bierze w tym udział okropnie duża ilość białek i innych śmiesznych cząsteczek, o jeszcze lepszych nazwach. Są one najczęściej skrótami od nazwy ich funkcji po angielsku, tak więc mamy na przykład: TPP II, p50, p52, c-Rel, itd. Mam nadzieję, że nie będziemy tego musieli umieć na zaliczenie semestru. W każdym razie chyba nie wszystko.

Co do konspektu, czyli powtórki z ostatniego tematu, który przygotowujemy na zajęcia. Konkretnie to dwie kolejne osoby z listy w formie pisemnej dla całej grupy. Te osoby potem omawiają swoje dzieła, dorzucając nowe informacje. Konspekt może mieć tylko 4 strony A4, czyli po 2 strony na osobę. W tym tygodniu ten zaszczyt spotkał mnie. Nie powiem, jest to ciekawa praca, Pani Doktor bardzo mi pomogła, bo wymieniłyśmy kilka maili. Dostałam nawet dodatkowy artykuł (bardzo ciekawy zresztą, o szeltrynie), którego nie mogłam sama znaleźć, itd. Jest tylko jedno małe ale, czas i termin. Pierwsza wersja konspektu zajęła mi pół dnia (soboty), a że jest to tydzień przed kolokwium, więc praktycznie każda minuta jest cenna. Ale wysiłek się opłacił, bo dostałam 5/5 za omówienie.

Już 3 dzień uczę się czaszki, wczoraj i przedwczoraj razem z dziewczynami z mojej starej szkoły. Nie ma co, wesoło było, ale też dużo zrobiłyśmy, żeby nie było. Tylko mam powoli dość kości. Ostatnio stykam się z nimi jeszcze intensywniej niż normalnie na zajęciach.

Trzymajcie kciuki, za proste szpilki i przyjaźnie nastawionego asystenta. Chcę zdać i to bardzo. Pozdrawiam serdecznie :)

29 października 2008

a kolokwium coraz bliżej

Jestem aktualnie dość mocno zarzucona robotą, szczególnie powtórka z anatomii z wiadomych względów. Ale tak po krótce, co u mnie.

W poniedziałek mieliśmy jeszcze po prosektorium przysposobienie biblioteczne. Jednorazowe zajęcia, pomagające nam się znaleźć w bibliotece uniwersyteckiej, itd. Są na zaliczenie, więc już dziś będę mieć mój pierwszy wpis do indeksu.

Wtorkowe wykłady były warte pójścia, z chemii mam 8 stron notatek o lipidach (czyli tłuszczach, i tym podobnych). A to wszystko w 1,5 godziny,. chociaż właściwie wykład ma dwie części. W sumie dobrze, że byłam, bo szukanie tego na własną rękę zabrałoby mi dużo więcej czasu. Tylko ta godzina, wybitnie nie nadaję się do rannego wstawania.

Na anatomii pytania studentów, kilka jakichś tam i: czy mógłby Pan Profesor omówić kość skroniową? Podobno pytanie powtarza się co roku :). Jest to właściwie dość mała kość, ale o bardzo skomplikowanej budowie, z mnóstwem kanalików i dziurek, z czego część jest trudno znaleźć w atlasach. W środku niej znajduje się ucho wewnętrzne, więc może to przez to. Profesor wyjaśnił jasno, zrozumiale i nie na zasadzie: to tu Państwo mają ..., tylko omawiając również topografię, czyli od tej wyniosłości idąc w tamtą stronę znajdujemy. Bardzo to ułatwi szpilki.
Dla zainteresowanych, tak wygląda kość skroniowa:




Pomiędzy wykładami pożyczyłam kości i się wzięłam za powtarzanie. Oczywiście nie tylko ja wpadłam na ten pomysł, więc trzeba było popolować na kości/znajomych z kośćmi. Ale udało się i powtórzyłam wszystko co chciałam, i to tylko w 3 godziny.

W domku powtarzałam czaszkę razem z Ewą. W ciągu 5 godzin znalazłyśmy wszystkie dziurki, dołki i kanaliki, które wypisał Kierownik Katedry. Chyba, że nie mogłyśmy ich znaleźć ani na czaszce, ani w Bochenku. Ale takich było bardzo mało.

Później poprawiałam skrypt z histologii, bo mail z poprawkami dostałam dopiero wczoraj, z adnotacją, że ma być na dzisiaj oddany. Kocham robotę na wczoraj. W okolicach nocnych przypomniałam sobie o angielskim, ale zrobiłam go już rano. Jeżeli ktoś ciekaw posłuchać dwuminutowego wykładu o kości ogonowej, to zapraszam :).

Dzisiaj jeszcze tylko seminarium z chemii i angielski, i wolne, znaczy się czas na anatomię. Pozdrawiam gorąco.

27 października 2008

ostatnie prosektorium przed piątkiem

Dzień zaczął się jak zwykle miło, bo od pierwszej pomocy. Zawsze przyjemnie je wspominam, wstaję na nie i jadę do szpitala na Banacha. Może dlatego, że są namiastką klinik, które będziemy mieć dopiero od 3 roku? Dzisiaj było jeszcze ciekawiej, bo dowiedzieliśmy się, co się dzieje z pacjentem, po przejęciu go przez karetkę pogotowia/izbę przyjęć, czyli wyspecjalizowany personel, którym kiedyś będziemy sami. Oczywiście wszystko w dużym skrócie. Z wiedzy tajemnej, jak to określił nasz asystent, dowiedzieliśmy się również, czemu migotanie komór, to migotanie komór właśnie, jakie są najczęstsze mechanizmy zatrzymania akcji serca, dlaczego pozioma ciągła linia na ekranie EKG w serialach medycznych jest w 80% kłamstwem/fikcją. Za tydzień mamy już ćwiczenia na fantomach. Zapowiada się jak wysiłek fizyczny, bo mamy być w wygodnych strojach, wyposażeni w butelkę wody, itd. Ciekawam bardzo. Na pewno przyda się, jako odprężenie po kolokwium. Tym bardzie, że nasz asystent z PP uważa, że dobry asystent z anatomii, to taki co na I terminie oblewa połowę grupy, ciekawe, eh.

Co do prosektorium to były szpilki. Powiedziałabym, że trudności średniej. Wyszło zamiłowanie naszego asystenta do wszelkiego rodzaju dziwnych, malutkich i rzadko uwzględnianych w atlasach obrazkowych/fotograficznych otworków i dziurek. Oczywiście nie mogło być rzeczy prostych, typu łopatka/obojczyk/żebro. To przecież proste jest i każdy to umie, to po co z tego pytać? Ale i tak miałam wynik lepszy niż ostatnio, tym razem 22/48, czyli 46%. Niestety zalicza dopiero 65%, czyli 32 punkty. Od nas z grupy zaliczyła chyba jedna osoba. Zapowiada się ciekawie.

W ramach motywacji do nauki, kupiłam bilet do domku, na Wszystkich Świętych. Mam tylko jeden warunek, jeżeli nie zaliczę kolokwium, to nie jadę i idę zwrócić bilet. Niestety w poniedziałek zaczynamy nowy temat, na który trzeba być przygotowanym, a nie dam rady w ciągu 10 godzin nauczyć się i powtórzyć, to co bym chciała. Życie.

Tak więc, trzymajcie kciuki, bardzo się przyda.

26 października 2008

weekend przed kolokwium

Jeszcze raz przepraszam za brak regularnych notek, jednak na ten tydzień raczej nie dam rady umieszczać ich codziennie. Powód jest jeden: kolokwium z osteologii w piątek, ten piątek.

Jako, że jest to moje pierwsze kolokwium z anatomii, i ze mam bardzo dużo materiału do przypomnienia/powtórzenia/nauczenia, mam troszkę mało czasu, a doba, pomimo usilnych błagań wydłużyć się nie chce.

W piątek, ten, który już był, zaspałam sobie radośnie na wykład z histologii. W sumie dobrze, że na niego nie pojechałam, bo wykład się nie odbył. wykłady z tego zacnego przedmiotu zaczynają się dopiero 7. Czyli pospałam sobie bezkarnie trochę dłużej, za to prawie spóźniłam się na łacinę, bo coś sobie źle wyliczyłam godzinę wyjścia. W efekcie na łacinę biegłam i szczęśliwie nie spóźniłam się. Jednak efekty ocenowe były mizerne, zresztą jak całej grupy. Ja zostałam uraczona oceną 2,5. Uprzedzam pytanie, zalicza dopiero 3--. Jednak i tak dostałam jedną z wyższych ocen, zdarzyło się kilka 3, jedna 3--, i jedynki w dużej ilości. Do poprawy oczywiście. Anatomię dało się przeżyć, nie pytał, nie było szpilek. Umówiliśmy się na szpilki na jutro, zobaczymy.

Sobota minęła pod hasłem nauki, tym razem konspektu z histologii. Myślałam, że zajmie z 2-3 godzinki, a paskud pół dnia zajął. W międzyczasie wpadli Kasia z Łukaszem, więc powspominaliśmy sobie trochę, a w większości rozmawialiśmy o studiach, temacie bardzo nowym i aktualnym. Medycyna okazuje się być najmniej studenckim ze wszystkich kierunków, ale jakoś mnie to specjalnie nie dziwi.

W niedzielę atrakcji nie było - anatomia - moja miłość/życie prywatne. Uczyłam się u siebie i u Piotra. Do kolokwium mieszka z nami Ania, która jest bardzo ważną pomocą naukową, więc często sobie z nią rozmawiam o kościach czaszki. Tak dużo szybciej i lepiej się uczę niż z książek.

Przed kolokwium mam stracha, bo jednak chciałabym zdać je w pierwszym terminie, ale nie wiem, czy dam radę. Dużo zależy od szczęścia. Aktualnie więcej nie umiem, niż umiem. Kolejną rzeczą, która mnie dziwi, to fakt, że skoro kolokwium jest z kości, wszystkich, to pytania są najczęściej o czaszkę lub stawy, albo przebieg nerwów czaszkowych? Mam nadzieję, że podczas odpowiedzi będzie można wspomóc się kością. Zobaczymy, trzymajcie kciuki.