Dzisiaj niby tylko dwa wykłady, na które nie poszłam, więc teoretycznie cały dzień wolny. No w teorii może. Zajrzałam sobie do kalendarza i wygląda na to, że do przerwy świątecznej powinnam nie wychylać nosa z książek. Muszę się przestawić na tryb ciągłego siedzenia. Fakty niestety są twarde: poprawka z OUNu, już mam zaległości z kolejnego tematu z anatomii, konspekt z histologii (na marginesie dalej nie mam jego poprawionej wersji, wygląda na to, że dostanę jutro! pięknie po prostu), chemia (w której pojawia się coraz więcej wzorów i reakcji do wkucia), angielski - bo zaliczenie w przyszłym tygodniu, łacina, socjologia, prezentacja na koło chemiczne.
W każdym razie nie mam problemu z planami na weekend. Zawsze coś. I może uda mi się być zwolnioną z egzaminu z chemii, to w sumie takie pobożne życzenie. Na razie mam 62 punkty, a potrzeba ponad 80, tylko nie wiem ile ponad, więc zobaczymy. Trochę adrenalinki, heh.
Pozdrowienia dla wszystkich
9 grudnia 2008
"dzień wolny"
8 grudnia 2008
poniedziałek
Zajęcia z pierwszej pomocy były świetne. Najbardziej podobało mi się podejście docenta do studentów, do pacjentów, itd. Wszystko wyjaśnił, przygotował nas przed, chyba nawet trochę za dokładnie bo większość spodziewała się prawie dantejskich scen, a nie było źle. Z drugiej strony nie był to piknik. Odwiedzaliśmy pacjentów na sali pooperacyjnej i na OIOMie. Dużo się dowiedzieliśmy, chociaż nie jest to do końca wiedza ściśle medyczno-łacińska.
Później socjologia i ciekawe dyskusje o rodzinie, czym jest, różne modele, zmiany tych modeli i również rodzina w procesie leczenia. Nie sądziłam, że ktoś prowadzi w tym kierunku badania. Są takowe prowadzone. Rozmowa ciekawa, i w sumie tyle :). Można się było dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy również o ludziach z grupy.
Anatomia i pierwsze zajęcia takie na prawdę. Nie zemdlałam, nie było mi słabo, ale jest to cholernie dziwne i nieprzyjemne uczucie. Muszę się przyzwyczaić, wiem, ale nikomu tego nie życzę, jeżeli na prawdę nie musi. Bo trzeba przestać patrzeć na człowieka, i po części umiera jakaś cząstka mojego człowieczeństwa. Bo nie mogę się emocjonować, wzruszać, czy myśleć jakimikolwiek kategoriami należnymi osobie zmarłej.
Znowu okazało się, że się nie uczymy. Muszę zacząć, żeby przynajmniej na ten temat być przygotowaną tak solidnie. Może uda mi się coś zaliczyć w pierwszym terminie? Albo przynajmniej nie mieć głębokiego poczucia niewiedzy?
Pozdrawiam serdecznie,
i tak do posłuchania. Na świąteczny nastrój.
7 grudnia 2008
po OUN
Kolokwium miało miejsce w piątek i niestety, jak zwykle, będę je zaliczać jeszcze raz w drugim terminie, czyli w przyszły piątek. Zabrakło mi 3 punktów na szpilkach. Może to i lepiej, dokładniej doczytam sobie pewien skrypt, który powinnam umieć teoretycznie na pamięć. Powiedzmy, że w praktyce jak na razie wygląda to troszkę inaczej.
W każdym razie w ramach poprawy humoru zakupiłam sobie "swoją" gazetę, czyli Bluszcza i cały piątek sobie odpoczywałam, mając anatomię w ... nosie. Ja lubię ten przedmiot, na prawdę. Można się dowiedzieć tylu ciekawych rzeczy, tylko lubię widzieć efekty swojej pracy, a akurat tylko tu tego nie widzę. Może następny temat pójdzie mi lepiej? Teraz głowa i szyja, podobno najtrudniejszy.
Powoli odnajduję się w Warszawie. Nowe znajomości mają zaczątki przyjaźni, zobaczymy. Powoli odbudowuję tu swój świat. Jeszcze bardzo dużo mu brakuje i nigdy nie będzie to mój dom, ale może zacznie być znośny i taki bardziej oswojony?
Mikołajki :), nawet do mnie przyszedł. Więc ktoś musiał mu podrzucić mój nowy adres. Dostałam czekoladę truskawkową, świąteczną, bo czerwoną :). Dowiedziałam się również, że Mikołaj podrzuca prezenty w różne miejsca. U mnie w domu zawsze były to buty, oczywiście największe jakie się miało. Wieczór przed, albo jeszcze wcześniej czyściło się je i pisało piękny list do rzeczonego świętego, żeby na pewno wiedział, co by się chciało dostać. Później, przed zaśnięciem, stawiało się buty przy łóżku i niecierpliwie czekało do rana. Zawsze przychodził. Najlepiej było, kiedy Mikołajki wypadały w sobotę lub niedzielę, bo wtedy do późna można było chodzić w piżamach i można było wpaść do rodziców z samego rana i oznajmić im, że Mikołaj przyszedł :). Jakie to było wydarzenie. Robiłyśmy też z siostrą ozdoby choinkowe, kilometrowe łańcuchy z pasków kolorowego papieru. Później koniecznie wszystkie musiały zawisnąć na choince. Wycinało się też szopkę, chyba z Misia. I oczywiście pieczenie pierniczków, obowiązkowo co roku. Najpierw razem z mamą, później z przyjaciółmi. To dopiero była zabawa :). Latanie z blachami przez piętra, prawie jak linie produkcyjna, oczywiście z kolędami w tle, najlepiej Preisnera. Są u nas zawsze na Wigilię, piękne i niesamowicie świąteczne, jednocześnie o głębokiej treści.
Tak się świątecznie rozmarzyłam. Niestety w tym roku większość tej świątecznej tradycji mnie ominie. Chociaż może uda się upiec kilka pierniczków razem ze znajomymi z Warszawy? Jak na razie na blogu pada śnieg :)
1 grudnia 2008
po weekendzie
Dzisiaj zaczął się grudzień. Niewiarygodne jak ten czas szybko leci. Oznacza to, że już ponad dwa miesiące mieszkam "na własną rękę". Dziwnie. Cały czas czuję się jakbym wyjechała na jakieś dłuższe wakacje, i że za niedługo wrócę, że to tylko takie tymczasowe. nie oznacza to, że czekam na obsługę hotelową, żeby posprzątała :).
Czas przed kolokwium ma niewątpliwe zalety, szczególnie moje mieszkanie się z tego cieszy, gdyż wyprasowałam przez weekend całe trzy prania, które się nazbierały, mieszkanie błyszczy, a ja zaczęłam nawet kombinować coś więcej na obiad niż podgrzewanie gotowych porcji. W weekend było risotto z pieczarkami i cebulą. Wyszło niezłe. Nie przestawiłam się jeszcze na gotowanie dla jednej osoby, zawsze gotowałam przynajmniej dla dwóch. Ciężko mi dobrać proporcje i zrobić zakupy. Śmieję się, bo w sklepie chyba na samotną matkę wychodzę, małe ilości, np. 2 pomarańcze, 6 małych ziemniaków, 1 cebula, i obowiązkowo kaszka dla dzieci - jest świetna na śniadania, ciepła, szybka i zapychająca.
Żeby nie było uczyłam się trochę a nawet większość weekendu. Przerobiłam cały atlas anatomiczny, wszystkie przekroje, zdjęcia, itd. Wydawało mi się to mało, bo w sumie planowałam zrobić jeszcze trochę czynnościówki. Taki mamy materiał na kolokwium - budowa mózgu i jego działanie, oraz objawy uszkodzeń. Nauczyłam się tylko obrazków. Dało to jednak efekty. Dzisiaj mieliśmy szpilki, o które zresztą sami prosiliśmy. Ogólnie poszły nie najlepiej. Ja się za to pochwalę, bo poszły mi najlepiej w grupie - 23/41. Dalej ten wynik nie zalicza, ale zabrakło mi tylko 2 szpilek do tego. Nie wiem właściwie dlaczego te szpilki tak źle wypadają, może nie uczymy się tyle ile powinniśmy, ale też niektóre ze struktur są dziwnie zaznaczane, w nietypowy sposób. Może w tym tkwi problem?
Socjologia chce chyba pobić jakiś rekord uczelniany w długości skryptu na jedne zajęcia - na dzisiejsze wynosił 40 stron, które szczerze można by było streścić w 20, jak nie w mniejszej ilości. Temat: wchodzenie w role i komunikacja lekarz-pacjent. Trochę statystyki, główne założenia. Oczywiście najwłaściwszą taktyką lekarza podczas zbierania wywiadu jest "skierowanie na pacjenta", czyli pozwolenia, by to pacjent mówił, później należy omówić z nim wizję dalszego leczenia, itd. W teorii brzmi świetnie, podobno też przynosi lepsze efekty, w co jestem skłonna uwierzyć. Jasne, że chciałabym tak pracować, ale nie mam pojęcia, czy ktoś będzie z nami prowadził warsztaty na ten temat, tyle że praktyczne. Bo co z tego, że mam zarys koncepcji, teraz, kiedy co najwyżej znam nazwy niektórych chorób i nie mam zielonego pojęcia o dochodzeniu do poprawnej diagnozy. Mogę się z nią zgodzić lub nie. Pomimo podania kilku przykładów, propozycji zwrotów, itd dalej jest to czystą teorią. Mam nadzieję, ze na tym się nie skończy.
Moje ukochane zajęcia z pierwszej pomocy niestety nieuchronnie zbliżają się do końca. Zostały jeszcze tylko trzy spotkania. W przyszły poniedziałek odwiedzamy pacjentów OIOMu, na następnych podsumowanie i będziemy się uczyć robić wkłucia. Po przerwie świątecznej - zaliczenie. Nie sądzę, żeby były z nim problemy, bo ćwiczenia są świetnie prowadzone i bardzo dużo z nich wynoszę. Dzisiaj było pokrótce o zatruciach. Co najważniejsze - można się zatruć również przez skórę, nie wszyscy niedoszli samobójcy są później pod opieką psychologa - tylko ci którzy tego wymagają, zatrucia metanolem leczy się również etanolem, biorąc leki powszechnie dostępne należy dokładnie czytać ulotki, żeby nie brać wielokrotności tego samego leku - przedawkowanie paracetamolu może prowadzić do konieczności przeszczepu wątroby. To z tych ciekawszych :).
Pozdrowienia dla wszystkich
27 listopada 2008
Roboty huk, kolokwium się niestety zbliża coraz większymi krokami - najbliższe 5 grudnia. Jednak to nie koniec prezentów na okres przedświąteczny. Nasz wydział ma nowego dziekana, który postanowił sobie, że to nie może tak być, że studenci I roku nie mają zaliczeń w I semestrze. Do tej pory były one tylko z tych przedmiotów które trwały jeden semestr, teraz - są ze wszystkich. Mam nadzieję, że do zaliczenia anatomii wystarczą kolokwia. Co do histologii i łaciny to nie mam najweselszych myśli. czytając kolejne tematy z cytofizjologii rozumiem niestety coraz mniej, tak na przykład w ramach poznawania ciekawych białek:
MAPK - kinaza białkowa aktywowana mitogenem
MAPKK - kinaza MAP kinazy
MAPKKK - kinaza kinazy MAP kinazy
Łacinę rozumiem tylko jej nie umiem, bo końcówki mi się mylą. Jednak mamy te 5 deklinacji i 3 koniugacji w dwóch trybach. Teraz jeszcze powinnam do tego znać słówka, ich rodzaje itd. Tylko ta doba jakoś dziwnie krótka ostatnimi czasy.
Co do pierwszych zajęć z socjologii, to nie było tak źle jak niektórzy opowiadali. Mnie się nawet podobało. Taka pogadanka o kulturze, społeczeństwie, itd. Podobno potrzebna, bo można manipulować ludźmi jak to jeden z kolegów stwierdził. Mam nadzieję, że okaże się być przydatną w przyszłej pracy. Może niekoniecznie, żeby manipulować, ale żeby ułatwić życie i lekarzowi i pacjentowi.
Z anatomii teoretycznie umiem już całą budowę tego nieszczęsnego mózgu, a teraz muszę się nauczyć co jest za co odpowiedzialne i co się dzieje jak to uszkodzimy. O dziwo ostatnia część wchodzi mi najlepiej, może dlatego, że jest najciekawsza. Dla przykładu - pacjent może negować istnienie połowy swojego ciała, po prostu jej nie zauważać, można również nie być zdolnym do rozumienia tylko mowy, albo tylko pisma, można również nie być w stanie przyswajać nowych informacji i tworzyć nowe bazując na zmyśleniach - zespół Korsakowa - przedstawiony w jednym serialu medycznym, tak na marginesie.
Jutro tylko histologia, a potem radosne rycie anatomii. Zapowiada się równeiż wolny weekend, tak więc Bochenek aż skacze z radości.
Pozdrowienia dla wszystkich.
23 listopada 2008
niechciej
Przepraszam za długą nieobecność. Ilość materiału do wchłonięcia przez studentów przyrasta z czasem, czas jednak nie ma zamiaru przyrosnąć. Co więcej nie lubię, gdy jest ciemno za oknem, a ja muszę wstać, lub usiąść nad książkami, a tak dzieje sie niestety coraz częściej. W związku z zaistniałym, dopadł mnie "niechciej", czyli średnio pół dnia się uczę, a drugie pół motywuję się do tego.
Atmosfera na uczelni zaczęła być coraz bardziej przyjazna. My przyzwyczailiśmy się już do bycia studentami i systemu studiów, wykładowcy/asystenci przyzwyczaili się do nas. Zaliczenia semestralne i kolokwia coraz bliżej, więc niechciej będzie się musiał odczepić prędzej czy później. Zapewne zostanie wyparty przez wzrastający poziom adrenaliny.
Ten weekend miał pełne znamiona normalnego domowego weekendu, mimo, że nie ruszałam się ze stolicy. Przyjechała do mnie siostra. Przywiozła jedzenie, dzięki wielkie babciu - paszteciki spałaszowałyśmy dzisiaj do rosołku :). Byłyśmy na zakupach, w kinie, nawet trochę się pouczyłyśmy i Aga pomogła mi w sprzątaniu. Był to wypełniony weekend, ale taki normalny. Bardzo odpoczęłam, dzięki wielkie siostra :*.
A jak na razie anatomia wzywa, tym razem zdjęcia mózgu. W poniedziałek zaczynam również socjologię, i nie wiem właśnie czy się cieszyć. Podobno teksty do przeczytania są dość ciekawe, zobaczymy. Pozdrawiam wszystkich.
16 listopada 2008
weekend z anatomią
Notka miała być rano, ale o tej godzinie spałam jeszcze, więc jest teraz. Do anatomii mam awersję, odrzuca mnie na samą myśl o otworzeniu książki. Jest to na tyle skuteczne, że dzisiaj zrobiłam bardzo dużo rzeczy, z czego tylko niewielka część ma coś wspólnego z anatomią. W ramach przekonywania siebie, że to nie jest takie złe, przerzucam się na Pituchową. Jest ona bardziej skondensowana, nie ma aż tak szczegółowych informacji jak Bochenek, a najbardziej motywujący jest fakt, że zamiast 200 stron mam do nauczenia się na pamięć li i jedynie 60. Mojej psychice jednak robi to różnicę. Bo z dzisiejszej nauki niestety zapoznałam się tylko z kresomózgowiem i komorą boczną, a to powinnam była już umieć dawno.
Z ciekawostek: zostałam posądzona o zaniżanie poziomu i niestaranie się (!) przez osobę studiującą w Poznaniu, (chodziło o moją ukochaną tróję z kolokwium. Generalnie się wkurzyłam i prawie obraziłam, bo skoro w Poznaniu szpilki mają raz (!) na egzaminie, a cała anatomia trwa u nich 3 semestry, to tu nawet nie ma co porównywać.
Z rzeczy milszych: długi weekend. Można było sobie odpocząć, spotkać się z rodzinką, przyjaciółmi, bo były odwiedziny u kuzyna, tańce, eMkowe spotkanie. Po prawdzie nie kończyłam tej klasy, ale chyba jakoś bardziej się czuję z nimi związana, jak z moją klasą. Świadczy o tym również ilość informacji dochodzących do mnie o imprezach mojej klasy, a eMki. Nie bez znaczenia jest też to, że wiele osób studiuje teraz w Warszawie i bardzo często spotykam się z nimi w pociągach. Generalnie zawsze jest z kim porozmawiać, a często i w przedziale siedzę ze znajomymi. Jest to coś, co bardzo mi się podoba. Nawet jeżeli nie bardzo kojarzy się daną osobą, ale jest ona z "trójki" to zawsze zamieni się kilka słów, a nawet porozmawia dłużej. Najdobitniej potwierdza to fakt, że jadąc w środę do Warszawy spotkałam kolegę, którego nie widziałam szmat czasu, również z "trójki".
Pozdrawiam serdecznie i miłego weekendu życzę :).